Poniższy artykuł jest tłumaczeniem z The Quardian. Podaję tekst bez komentarza, aby nie wywoływać awantury, co do samodzielnych przemyśleń.
Z jednej strony, jak mało wiemy.
A z drugiej strony, jak nam się wydaje, że wiemy tak wiele...
http://www.theguardian.com/science/2014/oct/26/youre-powered-by-quantum-mechanics-biology
Jesteś zasilany przez mechanikę kwantową. Nie, naprawdę ...
Przez lata biolodzy byli ostrożni obserwując dziwny świat mechaniki kwantowej, gdzie cząstki mogą być w dwóch miejscach na raz, lub podłączone na ogromnych dystansach, do swojej podstawy.
Ale to może pomóc wyjaśnić niesamowite zjawiska naturalne, które bierzemy za pewnik.
Według biologii kwantowej, Rudzik ma "szósty zmysł" w postaci białka w jego oku wrażliwej na orientację pola magnetycznego Ziemi, co pozwala "zobaczyć", w którą stronę ma migrować.
Każdego roku w tym samym czasie tysiące Rudzików europejskich ucieka przed nadchodzącą zimą i zamienia ostre skandynawskie południe na wybrzeża śródziemnomorskie.
Jak znaleźć drogę nieomylnie w tej podróży 2000 mil, jest to jednym z prawdziwych cudów świata natury.
W przeciwieństwie do wielu innych gatunków ptaków wędrownych, zwierząt morskich, a nawet owadów, które nie mogą polegać na zabytkach, prądach oceanicznych, położeniach słońca lub wbudowanej gwiazdowej mapie. Zamiast tego, są one wśród grupy zwierząt, które wykorzystują niezwykły sensor nawigacyjny - niezwykły z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że są one w stanie wykryć niewielkie zmiany w kierunku pola magnetycznego Ziemi - zdumiewające w sobie, biorąc pod uwagę, że pole magnetyczne jest 100 razy słabsze niż nawet lodówkowy magnes. Drugim jest to, że Rudziki wydają się być w stanie "zobaczyć" pole magnetyczne Ziemi w procesie, którego nawet Albert Einstein nie przewidział. Wbudowany kompas ptaków wydaje się wykorzystać jeden z najdziwniejszych cech mechaniki kwantowej.
W ciągu ostatnich kilku lat, Rudzik i jego kwantowy "szósty zmysł", pojawił się jako zajawka dla nowej dziedziny badań, jedna, która skupia cudownie skomplikowany i niechlujny żywy świat i sprzeczne z intuicją, ale dziwnie eteryczne uporządkowany świat atomów i cząstek elementarnych w kolizji z dyscyplinami, które są tak zaskakujące i nieoczekiwane, i ekscytujące.
Witamy w nowej nauce - biologii kwantowej.
Większość osób zapewne słyszało o mechanice kwantowej, nawet jeśli tak naprawdę nie wie, o co chodzi. Oczywiście, pomysł, że jest to kłopotliwa i trudna teoria naukowa zrozumiała, tylko dla niewielkiej mniejszości inteligentnych fizyków i chemików, stała się częścią kultury masowej. Mechanika kwantowa opisuje rzeczywistość w najmniejszych skalach. Świat, w którym cząstki mogą istnieć w dwóch lub więcej miejscach na raz, jak rozprzestrzenia się z falami, upiorne tunele przez nieprzeniknione bariery, a nawet posiada natychmiastowe połączenia, które rozciągają się w poprzek na ogromne odległości.
Ale pomimo tego dziwacznego opisu podstawowych elementów wszechświata, mechanika kwantowa jest częścią naszego życia, dla wszystkich w 21 wieku. Jego formuła matematyczna została zakończona w połowie 1920 roku i dała nam niezwykle pełną wizję świata atomów i ich składników, jeszcze mniejsze cząstki podstawowe, które tworzą naszą fizyczną rzeczywistość.
Na przykład, zdolność mechaniki kwantowej, aby opisać sposób, w jaki elektrony zorganizują się wewnątrz atomów, stanowi fundament całej chemii, inżynierii materiałowej i elektroniki; i znajduje się w samym sercu większości urządzeń technologicznych minionego półwiecza. Bez równań mechaniki kwantowej w opisaniu, jak elektrony poruszają się w materiałach, takich jak półprzewodniki, nie rozwinęłyby się tranzystory krzemu, a później mikrochipy i nowoczesne komputery.
Jednakże, jeśli mechanika kwantowa może tak pięknie i dokładnie opisać zachowanie węgla bez całej towarzyszącej tajemniczości, to dlaczego nie wszystkie obiekty widzimy wokół nas, w tym nas - którzy przecież tylko składamy się z tych samych atomów – Nie jesteśmy w stanie być w dwóch miejscach na raz, przejść przez nieprzeniknione bariery lub komunikować się natychmiast w przestrzeni? Oczywistą różnicą jest to, że reguły kwantowe dotyczą pojedynczych cząsteczek lub układów złożonych z zaledwie kilku atomów, natomiast znacznie większe obiekty składają się z bilionów atomów połączone razem w skomplikowaną różnorodność i złożoność. Jakoś, w sposób, który dopiero teraz zaczynamy rozumieć, większość mistyki kwantowej stapia się coraz szybciej w większy system, dopóki nie skończy się wśród przedmiotów codziennego użytku, które są posłuszne znajomym zasadom, co fizycy nazywają "klasyczny świat" . W rzeczywistości, gdy chcemy wykryć delikatne efekty kwantowe przedmiotów codziennego użytku, musimy sobie zadać wiele trudu, aby to zrobić, na przykład - zamrażanie ich o włos od zera bezwzględnego i wykonywanie eksperymentów w próżni prawie idealnej.
Z pewnością nie było oczekiwania, że efekty kwantowe mogą grać jakieś role wewnątrz ciepłego, wilgotnego i brudnego świata żywych komórek, więc większość biologów do tej pory ignorowała mechanikę kwantową całkowicie, preferując swoje tradycyjne modele kulkowe i trwali przy strukturach molekularnych życia. Tymczasem fizycy niechętnie zapuszczali się w brudny i skomplikowany świat żywej komórki; Dlaczego musieliby, kiedy mogą przetestować swoje teorie, w o wiele bardziej czystym i kontrolowanym środowisku laboratorium, w którym przynajmniej czują, że mają szansę na zrozumienie tego, co się dzieje?
Jednak 70 lat temu, austriacki noblista fizyk i pionier kwantowy, Erwin Schrödinger, zasugerował w swojej słynnej książce, Co to jest życie?, że w głębi duszy, niektóre aspekty biologii muszą być oparte na zasadach i uporządkowanym świecie mechaniki kwantowej. Jego książka inspirowała pokolenia naukowców, w tym 2 odkrywców struktury podwójnej helisy DNA, Francisa Cricka i Jamesa Watsona. Schrödinger zaproponował, że jest coś niezwykłego w życiu, które odróżnia go od reszty świata nie żywego. Zasugerował, że w przeciwieństwie do materii nieożywionej, żywe organizmy mogą w jakiś sposób dotrzeć do domeny kwantowej i wykorzystywać swoje dziwne właściwości w celu prowadzenia niezwykłej maszynerii w komórkach żywych.
Argument Schrödingera został oparty na paradoksach, że prawa fizyki klasycznej, takie jak te z newtonowskiej mechaniki i termodynamiki, są ostatecznie oparte na zaburzeniach.
Zastanów się. Taki balon. Wypełniony jest bilionami cząsteczek powietrza poruszających się zupełnie przypadkowo, wpadając na siebie i uderzając w wewnętrzną ścianę balonu. Każda cząsteczka jest regulowana przez uporządkowanie praw kwantowych, ale jeśli dodać do przypadkowych ruchów wszystkich cząsteczek i uśrednić je, ich indywidualne zachowania kwantowe rozmywają się i pozostają ci prawa gazów, które przewidują na przykład, że balon będzie wzrastał przy ogrzewaniu do dokładnej wyliczonej objętości. To dlatego, że energia cieplna powoduje, że cząsteczki powietrza poruszać będą się nieco szybciej, tak, że wpadają na ściany balonu z nieco większą wyporową siłą, przesuwając ściany na zewnątrz trochę dalej. Schrödinger nazywa ten rodzaj prawa "zamówienie na zaburzenia", aby odzwierciedlić fakt, że to oczywiste, makroskopowe prawidłowości zależą od losowego ruchu na poziomie pojedynczych cząsteczek.
Ale co z życiem? Schrödinger wskazał, że wiele właściwości życiowych, takich jak dziedziczenie, zależy od cząsteczek wykonanych z stosunkowo niewielu cząstek - z pewnością zbyt mało, aby korzystać z celowych-z-zaburzeniami zasad termodynamiki. Ale życie jest wyraźnie uporządkowane.
Skąd ten porządek pochodzi? Schrödinger zasugerował, że życie oparte jest na nowej zasadzie, zgodnie z którą jego makroskopowa fizyczna kolejność jest odbiciem porządku na poziomie kwantowym, a nie zaburzenia molekularne, które charakteryzuje świat nieożywiony. Nazwał tę nową zasadę "zamówienie z celem". Ale był on w porządku?
Do tej dekady, większość biologów powiedziałby, że nie. Ale w 21 wieku, jak biologia bada dynamikę coraz mniejszych systemów - nawet pojedyncze atomy i cząsteczki wewnątrz żywych komórek - znaki kwantowej właściwości mechanicznej w cegiełkach życia stają się coraz bardziej widoczne. Najnowsze badania wskazują, że niektóre z najbardziej podstawowych procesów życiowych rzeczywiście zależą od tajemnicy zrodzonej z kwantowego nurtu rzeczywistości. Oto niektóre z najbardziej ekscytujących przykładów.
Enzymy są końmi pociągowymi życia. Przyspieszają reakcje chemiczne tak, że procesy, które zwykle zajmują tysiące lat, mogą postępować w czasie sekund wewnątrz żywych komórek. Życie byłoby niemożliwe bez nich. Ale w jaki sposób przyspieszyć reakcje chemiczne takich ogromnych czynników, często więcej niż bilion-krotnie, jest zagadką. Eksperymenty w ciągu ostatnich kilku dekad, jednak wykazały, że enzymy wykorzystują niezwykłą sztuczkę zwaną tunelowaniem kwantowym, aby przyspieszyć reakcje biochemiczne. Zasadniczo, enzym zachęca elektrony i protony aby znikły z jednego położenia w biocząsteczce i natychmiast rematerializowały w innym, bez przechodzenia przez szczelinę pomiędzy, taki rodzaj teleportacji kwantowej.
I zanim wyrzucimy ręce do góry z niedowierzania, to należy podkreślić, że tunelowanie kwantowe jest bardzo znanym procesem w subatomowym świecie i jest odpowiedzialne za takie procesy jak radioaktywny rozpadu atomów, a nawet za to, że słońce świeci (zmieniając wodór w hel przez proces syntezy jądrowej). Enzymy zdobyły każdą biocząsteczkę w komórkach i każdą komórkę każdej żywej istoty na naszej planecie, a więc są podstawowym składnikiem życia. I zanurzyły się w świecie kwantowym, aby pomóc utrzymać nas przy życiu.
Innym istotnym procesem w biologii jest oczywiście fotosynteza. Rzeczywiście, wielu twierdzi, że jest to reakcja biochemiczna najważniejsza na świecie, odpowiedzialna za połączenie światła, powietrza, wody i minerałów w życie drzew, traw, zbóż, jabłek, lasów i, ostatecznie, w nas, którzy jedzą roślinożerców.
Zdarzeniem inicjującym jest przechwytywanie energii światła przez cząsteczki chlorofilu i jego zamiana na energię chemiczną, która sprzęga się aby zamienić dwutlenek węgla i przekształcić go w materię roślinną. Proces, w którym światło jako energia jest transportowana przez komórki jest od dawna logiczna, ponieważ może być tak skuteczna - blisko 100% i wyższa niż sztuczny proces transportu energii.
Słońce świeci przez liście kasztana. Kwantowa biologia może wyjaśnić, dlaczego fotosynteza u roślin jest tak skuteczna.
Pierwszym krokiem w procesie fotosyntezy jest zdobycie małego pakietu energii ze światła słonecznego, które potem musi przeskoczyć przez las cząsteczek chlorofilu co sprawia, że w ten sposób trafia do struktury o nazwie Centrum Reakcji, w której przechowywana jest jego energia. Problemem jest zrozumienie, w jaki sposób pakiet energii wydaje się tak bezbłędnie znajdować najszybszą trasę przez las. Pomysłowy eksperyment, najpierw przeprowadzono w 2007 roku, w Berkeley w Kalifornii. Badano, co dzieje się przez wypalanie krótkich impulsów światła laserowego w kompleksach fotosyntetycznych.
Badania wykazały, że pakiet energetyczny nie skakał przypadkowo, ale wykonując zgrabne kwantowe skoki. Zamiast zachowywać się jak cząstki w podróży punktów zlokalizowanych wzdłuż jednej drogi, zachowuje się jak kwant, jak fala rozproszona, ma próbki wszystkich możliwych tras na raz, aby znaleźć najszybszy sposób.
Trzeci przykład oszustwa kwantowego w biologii, to mechanizm, dzięki któremu ptaki i inne zwierzęta wykorzystują pole magnetyczne do nawigacji. Badania Europejskiego Rudzika sugerują, że ma on wewnętrzny kompas chemiczny, który wykorzystuje zadziwiającą koncepcję zwaną splątaniem kwantowym, co Einstein oddalił jako "upiorne działania na odległość". Zjawisko to opisuje, jak dwie oddzielne cząstki mogą pozostać natychmiast podłączone poprzez dziwne linki kwantowe. Obecnie uważamy, że ma to miejsce w środku białka w oku ptaka, gdzie kwantowe splątanie prowadzi parę elektronów bardzo wrażliwych na kąt orientacji pola magnetycznego Ziemi, pozwalając ptakowi "zobaczyć", w którą stronę musi lecieć.
Wszystkie te efekty kwantowe są wielkim zaskoczeniem dla większości naukowców, którzy wierzyli, że prawa kwantowe stosowane są tylko w mikroskopijnym świecie. Wszystkie delikatne zachowania kwantowe sądzono że będą wygaszone bardzo szybko w większych obiektach, takich jak żywe komórki, zawierające burzliwy ruch bilionów losowo poruszających się cząstek. Więc w jaki sposób życie zarządza kwantowymi sztuczkami? Najnowsze badania sugerują, że zamiast unikania burz cząsteczkowych, życie obejmuje je, jak kapitan statku, który ujarzmia burzliwe podmuchy i szkwały, aby utrzymać swój statek w pozycji pionowej i zgodnie z kursem.
Podobnie jak Schrödinger przewidział, życie wydaje się być zbalansowane na granicy między światem codziennym dużego formatu, i dziwnym i cudownym światem kwantów, odkrycia, które otwierają nową, ekscytującą dziedzinę nauki 21st wieku.
Życie na krawędzi: Coming of Age of Quantum Biology Jim Al-Khalili i Johnjoe McFadden zostaną opublikowane przez Bantam Press dnia 6 listopada.
You’re powered by quantum mechanics. No, really…
For years biologists have been wary of applying the strange world of quantum mechanics, where particles can be in two places at once or connected over huge distances, to their own field. But it can help to explain some amazing natural phenomena we take for granted
According to quantum biology, the European robin has a 'sixth sense' in the form of a protein in its eye sensitive to the orientation of the Earth's magnetic field, allowing it to 'see' which way to migrate. Photograph: Helmut Heintges/ Helmut Heintges/Corbis
Every year, around about this time, thousands of European robins escape the oncoming harsh Scandinavian winter and head south to the warmer Mediterranean coasts. How they find their way unerringly on this 2,000-mile journey is one of the true wonders of the natural world. For unlike many other species of migratory birds, marine animals and even insects, they do not rely on landmarks, ocean currents, the position of the sun or a built-in star map. Instead, they are among a select group of animals that use a remarkable navigation sense – remarkable for two reasons. The first is that they are able to detect tiny variations in the direction of the Earth’s magnetic field – astonishing in itself, given that this magnetic field is 100 times weaker than even that of a measly fridge magnet. The second is that robins seem to be able to “see” the Earth’s magnetic field via a process that even Albert Einstein referred to as “spooky”. The birds’ in-built compass appears to make use of one of the strangest features of quantum mechanics.
Over the past few years, the European robin, and its quantum “sixth sense”, has emerged as the pin-up for a new field of research, one that brings together the wonderfully complex and messy living world and the counterintuitive, ethereal but strangely orderly world of atoms and elementary particles in a collision of disciplines that is as astonishing and unexpected as it is exciting. Welcome to the new science of quantum biology.
Most people have probably heard of quantum mechanics, even if they don’t really know what it is about. Certainly, the idea that it is a baffling and difficult scientific theory understood by just a tiny minority of smart physicists and chemists has become part of popular culture. Quantum mechanics describes a reality on the tiniest scales that is, famously, very weird indeed; a world in which particles can exist in two or more places at once, spread themselves out like ghostly waves, tunnel through impenetrable barriers and even possess instantaneous connections that stretch across vast distances.
But despite this bizarre description of the basic building blocks of the universe, quantum mechanics has been part of all our lives for a century. Its mathematical formulation was completed in the mid-1920s and has given us a remarkably complete account of the world of atoms and their even smaller constituents, the fundamental particles that make up our physical reality. For example, the ability of quantum mechanics to describe the way that electrons arrange themselves within atoms underpins the whole of chemistry, material science and electronics; and is at the very heart of most of the technological advances of the past half-century. Without the success of the equations of quantum mechanics in describing how electrons move through materials such as semiconductors we would not have developed the silicon transistor and, later, the microchip and the modern computer.
However, if quantum mechanics can so beautifully and accurately describe the behaviour of atoms with all their accompanying weirdness, then why aren’t all the objects we see around us, including us – which are after all only made up of these atoms – also able to be in two place at once, pass through impenetrable barriers or communicate instantaneously across space? One obvious difference is that the quantum rules apply to single particles or systems consisting of just a handful of atoms, whereas much larger objects consist of trillions of atoms bound together in mindboggling variety and complexity. Somehow, in ways we are only now beginning to understand, most of the quantum weirdness washes away ever more quickly the bigger the system is, until we end up with the everyday objects that obey the familiar rules of what physicists call the “classical world”. In fact, when we want to detect the delicate quantum effects in everyday-size objects we have to go to extraordinary lengths to do so – freezing them to within a whisker of absolute zero and performing experiments in near-perfect vacuums.
Quantum effects were certainly not expected to play any role inside the warm, wet and messy world of living cells, so most biologists have thus far ignored quantum mechanics completely, preferring their traditional ball-and-stick models of the molecular structures of life. Meanwhile, physicists have been reluctant to venture into the messy and complex world of the living cell; why should they when they can test their theories far more cleanly in the controlled environment of the lab where they at least feel they have a chance of understanding what is going on?
Erwin Schrödinger, whose book What is Life? suggested that the macroscopic order of life was based on order at its quantum level. Photograph: Bettmann/CORBIS
Yet, 70 years ago, the Austrian Nobel prize-winning physicist and quantum pioneer, Erwin Schrödinger, suggested in his famous book,What is Life?, that, deep down, some aspects of biology must be based on the rules and orderly world of quantum mechanics. His book inspired a generation of scientists, including the discoverers of the double-helix structure of DNA, Francis Crick and James Watson. Schrödinger proposed that there was something unique about life that distinguishes it from the rest of the non-living world. He suggested that, unlike inanimate matter, living organisms can somehow reach down to the quantum domain and utilise its strange properties in order to operate the extraordinary machinery within living cells.
Schrödinger’s argument was based on the paradoxical fact that the laws of classical physics, such as those of Newtonian mechanics and thermodynamics, are ultimately based on disorder. Consider a balloon. It is filled with trillions of molecules of air all moving entirely randomly, bumping into one another and the inside wall of the balloon. Each molecule is governed by orderly quantum laws, but when you add up the random motions of all the molecules and average them out, their individual quantum behaviour washes out and you are left with the gas laws that predict, for example, that the balloon will expand by a precise amount when heated. This is because heat energy makes the air molecules move a little bit faster, so that they bump into the walls of the balloon with a bit more force, pushing the walls outward a little bit further. Schrödinger called this kind of law “order from disorder” to reflect the fact that this apparent macroscopic regularity depends on random motion at the level of individual particles.
But what about life? Schrödinger pointed out that many of life’s properties, such as heredity, depend of molecules made of comparatively few particles – certainly too few to benefit from the order-from-disorder rules of thermodynamics. But life was clearly orderly. Where did this orderliness come from? Schrödinger suggested that life was based on a novel physical principle whereby its macroscopic order is a reflection of quantum-level order, rather than the molecular disorder that characterises the inanimate world. He called this new principle “order from order”. But was he right?
Up until a decade or so ago, most biologists would have said no. But as 21st-century biology probes the dynamics of ever-smaller systems – even individual atoms and molecules inside living cells – the signs of quantum mechanical behaviour in the building blocks of life are becoming increasingly apparent. Recent research indicates that some of life’s most fundamental processes do indeed depend on weirdness welling up from the quantum undercurrent of reality. Here are a few of the most exciting examples.
Enzymes are the workhorses of life. They speed up chemical reactions so that processes that would otherwise take thousands of years proceed in seconds inside living cells. Life would be impossible without them. But how they accelerate chemical reactions by such enormous factors, often more than a trillion-fold, has been an enigma. Experiments over the past few decades, however, have shown that enzymes make use of a remarkable trick called quantum tunnelling to accelerate biochemical reactions. Essentially, the enzyme encourages electrons and protons to vanish from one position in a biomolecule and instantly rematerialise in another, without passing through the gap in between – a kind of quantum teleportation.
And before you throw your hands up in incredulity, it should be stressed that quantum tunnelling is a very familiar process in the subatomic world and is responsible for such processes as radioactive decay of atoms and even the reason the sun shines (by turning hydrogen into helium through the process of nuclear fusion). Enzymes have made every single biomolecule in your cells and every cell of every living creature on the planet, so they are essential ingredients of life. And they dip into the quantum world to help keep us alive.
Another vital process in biology is of course photosynthesis. Indeed, many would argue that it is the most important biochemical reaction on the planet, responsible for turning light, air, water and a few minerals into grass, trees, grain, apples, forests and, ultimately, the rest of us who eat either the plants or the plant-eaters.
The initiating event is the capture of light energy by a chlorophyll molecule and its conversion into chemical energy that is harnessed to fix carbon dioxide and turn it into plant matter. The process whereby this light energy is transported through the cell has long been a puzzle because it can be so efficient – close to 100% and higher than any artificial energy transport process.
Sunlight shines through chestnut tree leaves. Quantum biology can explain why photosynthesis in plants is so efficient. Photograph: Getty Images/Visuals Unlimited
The first step in photosynthesis is the capture of a tiny packet of energy from sunlight that then has to hop through a forest of chlorophyll molecules to makes its way to a structure called the reaction centre where its energy is stored. The problem is understanding how the packet of energy appears to so unerringly find the quickest route through the forest. An ingenious experiment, first carried out in 2007 in Berkley, California, probed what was going on by firing short bursts of laser light at photosynthetic complexes. The research revealed that the energy packet was not hopping haphazardly about, but performing a neat quantum trick. Instead of behaving like a localised particle travelling along a single route, it behaves quantum mechanically, like a spread-out wave, and samples all possible routes at once to find the quickest way.
A third example of quantum trickery in biology – the one we introduced in our opening paragraph – is the mechanism by which birds and other animals make use of the Earth’s magnetic field for navigation. Studies of the European robin suggest that it has an internal chemical compass that utilises an astonishing quantum concept called entanglement, which Einstein dismissed as “spooky action at a distance”. This phenomenon describes how two separated particles can remain instantaneously connected via a weird quantum link. The current best guess is that this takes place inside a protein in the bird’s eye, where quantum entanglement makes a pair of electrons highly sensitive to the angle of orientation of the Earth’s magnetic field, allowing the bird to “see” which way it needs to fly.
All these quantum effects have come as a big surprise to most scientists who believed that the quantum laws only applied in the microscopic world. All delicate quantum behaviour was thought to be washed away very quickly in bigger objects, such as living cells, containing the turbulent motion of trillions of randomly moving particles. So how does life manage its quantum trickery? Recent research suggests that rather than avoiding molecular storms, life embraces them, rather like the captain of a ship who harnesses turbulent gusts and squalls to maintain his ship upright and on course.
Just as Schrödinger predicted, life seems to be balanced on the boundary between the sensible everyday world of the large and the weird and wonderful quantum world, a discovery that is opening up an exciting new field of 21st-century science.
Life on the Edge: The Coming of Age of Quantum Biology by Jim Al-Khalili and Johnjoe McFadden will be published by Bantam Press on 6 November.
1.12.2014
13.01.2014
Mięcho
Wywoływany do tablicy przez Wentyla, oraz ciut mniej agresywnych wegetarian, chcę pokazać, że wegetarianizm nie jest naturalny dla człowieka i dla mnie jest formą parafilii, religii, oraz zaburzenia umysłowego.
Byłem sam 6 lat wege i niestety, ale mój organizm dalej tego nie zniósł. Zaczynałem mieć stany lękowe, byłem niewspółmiernie agresywny, oraz mocno tyłem.
Opisuję tylko swoje odczucia. Nie twierdzę, że nie jest to zdrowa forma życia dla jednostki, ale nie dla ewoluującego społeczeństwa.
Nie zaglądam nikomu do miski, niech je co może i na co go stać.
Nie interesują mnie wasze pobudki moralne, społeczne, i agresywna obrona swojej wizji świata.
Jedyne co to patrzę z punku widzenia biologii ewolucyjnej.
Skoro wynaleźliśmy ogień i na nim możemy przetwarzać mięso, to z czasem stało się to motorem ewolucyjnym, które nam zapewniło lepszy rozwój społeczny.Podobnie, gotowanie ułatwia rozkładanie skrobi, co dodatkowo wspomagało rozwój mózgu.
Człowiek jest odmianą szympansa, który jest padlinożercą i jada wszystko. Owoce, warzywa i mięso.
Naturalnym jest, że wege (będę uzywał skrótu od słowa wegetarianin)przypisuje zwierzętom więcej cech ludzkich. Też im tego nie odmawiam, ale jesteśmy tylko jednym z elementów łańcucha pokarmowego.
Poniżej moje z głowy i z sieci wypunktowane dane na temat:
- Ewolucja dała nam kły, krótkie jelita, enzymy trawiące białko zwierzece (ok roślinne też). U zwierząt roślinożernych tych enzymów i kłów nie ma!
- Mięso przyspieszyło też ekspansję naszego gatunku, bo wysokobiałkowe pożywienie dla samicy, czyniło ją chętniejszą do uprawiania sexu. Sprawniejsi myśliwi mają większe szanse reprodukcyjne oraz naczelne wchodzą w długotrwałe relacje pomiędzy poszczególnymi osobnikami.
- Ryzyko zapadnięcia na jakikolwiek nowotwór jest u wege o 11% niższe, niż w grupie mięsożerców. Niestety, jest też druga strona medalu. Okazuje się bowiem, że wege częściej (i to aż o 39%) chorują na raka jelita grubego. Co może dowodzić, że mięso może chronić przed tego typu rakiem! (Uproszczenie, ale ciekawa teza).
- Flora bakteryjna jelit jest przystosowana do rozkładania białka zwierzęcego, oraz do szybkiego przystosowania do pokarmu. " Specjaliści zauważają, że tak błyskawiczne zmiany miały olbrzymie znaczenie ewolucyjne. Łowcy-zbieracze mogli dzięki temu szybko zmieniać swoją dietę. Po tygodniach czy miesiącach żywienia się korzonkami i orzechami mogli jeść mięso, a organizm szybko przystosowywał się, dzięki czemu pozyskiwał z nowej diety maksimum składników odżywczych".
- " Od wielu lat badacze starają się zidentyfikować geny, dzięki którym ludzie dożywają wieku o połowę dłuższego, niż spokrewnione z nimi małpy. Naukowiec z University of South California odnalazł sekwencję DNA, która jest odpowiedzialna za ten niezwykły skok ewolucyjny.
Zdaniem dr. Caleba Fincha sekretem długowieczności ludzi jest przystosowanie ich organizmów do konsumpcji mięsa. Dieta taka zapewnia co prawda wysoką wartość odżywczą, lecz związane z nią zwiększenie ilości znajdującego się w organizmie cholesterolu oznacza konieczność powstania mechanizmów eliminacji nadmiaru tego związku.
Ewolucyjnym rozwiązaniem powstałego problemu okazała się niewielka zmiana w genie kodującym apolipoproteinę E - białko odgrywające istotną rolę w przekazywaniu cholesterolu zawartego w pokarmie do wątroby i innych organów wewnętrznych. Korzyści związane z tą mutacją na tym się jednak nie kończą.
Stosowanie diety zawierającej mięso było dla naszych przodków jednoznaczne z przyjmowaniem larw pasożytów. To oznaczało z kolei występowanie przewlekłych stanów zapalnych, z którymi nasze ciała musiały sobie zacząć radzić. Jak się okazało, występująca u ludzi forma apolipoproteiny E, opisywana jako ApoE3, doskonale spełnia to zadanie, posiada bowiem właściwości przeciwzapalne.
Ograniczenie przewlekłych stanów zapalnych wiąże się z wieloma korzyściami, wśród których można wymienić ograniczenie ryzyka chorób typowych u osób starszych. Mowa tu m.in. o chorobach układu krążenia, chorobie Alzheimera czy niektórych nowotworach. Wiele wskazuje więc na to, że w toku ewolucji u ludzi doszło do zaakceptowania pewnego poziomu pasożytnictwa, lecz korzyścią płynącą z tej zmiany było obniżenie ryzyka licznych schorzeń. Zdaniem prof. Fincha, właśnie tej przemianie ludzie zawdzięczają swoją długowieczność".
- Długoletnie niespożywanie mięsa powoduje sukcesywne zmniejszanie ilości witaminy B12. Żadna roślina nie syntezuje cyjanokobalaminy (B12) której zapasy kurczą się w tempie od 3-15 lat. Najgroźniejsze są dla dzieci, których matki stosują już długo taką dietę, gdyż rodzą się one wtedy z niedoborem witaminy, z uszkodzonym układem nerwowym.
- Wegetariańska soja nie jest całkiem bezpieczna, gdyż zawarte w niej substancje podobne do estrogenów mogą powodować raka piersi. (za Journal of Nutrition) Popularyzowany jest pogląd, że fitoestrogeny blokują receptory estrogenu więc doraźnie zapobiegają rozwojowi raka piersi. Skutki zdrowotne działania hormonów środowiskowych (fitoestrogenów) pojawiają się jednak nieraz po wielu latach i dotyczą głównie zaburzeń rozwoju narządów płciowych, wytwarzania płodnego nasienia, regularności cyklu miesięcznego, aż po rozwój raka piersi, prostaty lub jąder.Podobnie zmniejsza wydzielanie testosteronu, co powoduje zaburzenia psychiczne u mężczyzn.
- Jedzenie warzyw, owoców, nasion w dużej ilości na pewno jest zdrowe. Samo niejedzenie mięsa nie zostało stwierdzone jako medycznie wskazane. Wegetarianizm wywodzi się zatem z filozofii, a nie z medycyny i tak należy o nim myśleć.
- Wegetarianizm oraz surowa dieta zostały uznane przez WHO za chorobę psychiczną, którą zdefiniowali jako „przyzwyczajenia i zaburzenia impulsowe”. Według WHO ludzi stosujących dietę bezmięsną powinno zamykać się na oddziałach psychiatrycznych.
Wegetarianie od dawna są pod krytyką mięsożerców, którzy twierdzą, że człowiek z natury jest drapieżcą, a jedzenie mięsa- białka jest zdrowe i niezwykle potrzebne naszemu organizmowi. Twierdzą oni także, że długie i zdrowe życie w żadnym stopniu nie jest możliwe bez produktów zwierzęcych, a także, że wszelka zwierzyna, która jest ubijana każdego dnia to wynik wyłącznie doboru naturalnego.
- Jesli wegetarianizm jest naprawdę naturalny dla człowieka, to czemu wegetarian jest tylko ok 5% ludzkości? Taka sama liczba statystycznie jest osób z zaburzeniami psychicznymi, którzy sa nam ewolucyjnie potrzebni jako umiejetność odróżnienia "normy" od patologii. Idąc tym tropem, można by stwierdzić, że wege są takimi samymi elementami dla "odróżnienia"..
To tyle w temacie. Nie będę polemizował. I z nikim nie zamierzam się spierać. Każdy może zostać przy swoim zdaniu i swoim sposobie życia.
Byłem sam 6 lat wege i niestety, ale mój organizm dalej tego nie zniósł. Zaczynałem mieć stany lękowe, byłem niewspółmiernie agresywny, oraz mocno tyłem.
Opisuję tylko swoje odczucia. Nie twierdzę, że nie jest to zdrowa forma życia dla jednostki, ale nie dla ewoluującego społeczeństwa.
Nie zaglądam nikomu do miski, niech je co może i na co go stać.
Nie interesują mnie wasze pobudki moralne, społeczne, i agresywna obrona swojej wizji świata.
Jedyne co to patrzę z punku widzenia biologii ewolucyjnej.
Skoro wynaleźliśmy ogień i na nim możemy przetwarzać mięso, to z czasem stało się to motorem ewolucyjnym, które nam zapewniło lepszy rozwój społeczny.Podobnie, gotowanie ułatwia rozkładanie skrobi, co dodatkowo wspomagało rozwój mózgu.
Człowiek jest odmianą szympansa, który jest padlinożercą i jada wszystko. Owoce, warzywa i mięso.
Naturalnym jest, że wege (będę uzywał skrótu od słowa wegetarianin)przypisuje zwierzętom więcej cech ludzkich. Też im tego nie odmawiam, ale jesteśmy tylko jednym z elementów łańcucha pokarmowego.
Poniżej moje z głowy i z sieci wypunktowane dane na temat:
- Ewolucja dała nam kły, krótkie jelita, enzymy trawiące białko zwierzece (ok roślinne też). U zwierząt roślinożernych tych enzymów i kłów nie ma!
- Mięso przyspieszyło też ekspansję naszego gatunku, bo wysokobiałkowe pożywienie dla samicy, czyniło ją chętniejszą do uprawiania sexu. Sprawniejsi myśliwi mają większe szanse reprodukcyjne oraz naczelne wchodzą w długotrwałe relacje pomiędzy poszczególnymi osobnikami.
- Ryzyko zapadnięcia na jakikolwiek nowotwór jest u wege o 11% niższe, niż w grupie mięsożerców. Niestety, jest też druga strona medalu. Okazuje się bowiem, że wege częściej (i to aż o 39%) chorują na raka jelita grubego. Co może dowodzić, że mięso może chronić przed tego typu rakiem! (Uproszczenie, ale ciekawa teza).
- Flora bakteryjna jelit jest przystosowana do rozkładania białka zwierzęcego, oraz do szybkiego przystosowania do pokarmu. " Specjaliści zauważają, że tak błyskawiczne zmiany miały olbrzymie znaczenie ewolucyjne. Łowcy-zbieracze mogli dzięki temu szybko zmieniać swoją dietę. Po tygodniach czy miesiącach żywienia się korzonkami i orzechami mogli jeść mięso, a organizm szybko przystosowywał się, dzięki czemu pozyskiwał z nowej diety maksimum składników odżywczych".
- " Od wielu lat badacze starają się zidentyfikować geny, dzięki którym ludzie dożywają wieku o połowę dłuższego, niż spokrewnione z nimi małpy. Naukowiec z University of South California odnalazł sekwencję DNA, która jest odpowiedzialna za ten niezwykły skok ewolucyjny.
Zdaniem dr. Caleba Fincha sekretem długowieczności ludzi jest przystosowanie ich organizmów do konsumpcji mięsa. Dieta taka zapewnia co prawda wysoką wartość odżywczą, lecz związane z nią zwiększenie ilości znajdującego się w organizmie cholesterolu oznacza konieczność powstania mechanizmów eliminacji nadmiaru tego związku.
Ewolucyjnym rozwiązaniem powstałego problemu okazała się niewielka zmiana w genie kodującym apolipoproteinę E - białko odgrywające istotną rolę w przekazywaniu cholesterolu zawartego w pokarmie do wątroby i innych organów wewnętrznych. Korzyści związane z tą mutacją na tym się jednak nie kończą.
Stosowanie diety zawierającej mięso było dla naszych przodków jednoznaczne z przyjmowaniem larw pasożytów. To oznaczało z kolei występowanie przewlekłych stanów zapalnych, z którymi nasze ciała musiały sobie zacząć radzić. Jak się okazało, występująca u ludzi forma apolipoproteiny E, opisywana jako ApoE3, doskonale spełnia to zadanie, posiada bowiem właściwości przeciwzapalne.
Ograniczenie przewlekłych stanów zapalnych wiąże się z wieloma korzyściami, wśród których można wymienić ograniczenie ryzyka chorób typowych u osób starszych. Mowa tu m.in. o chorobach układu krążenia, chorobie Alzheimera czy niektórych nowotworach. Wiele wskazuje więc na to, że w toku ewolucji u ludzi doszło do zaakceptowania pewnego poziomu pasożytnictwa, lecz korzyścią płynącą z tej zmiany było obniżenie ryzyka licznych schorzeń. Zdaniem prof. Fincha, właśnie tej przemianie ludzie zawdzięczają swoją długowieczność".
- Długoletnie niespożywanie mięsa powoduje sukcesywne zmniejszanie ilości witaminy B12. Żadna roślina nie syntezuje cyjanokobalaminy (B12) której zapasy kurczą się w tempie od 3-15 lat. Najgroźniejsze są dla dzieci, których matki stosują już długo taką dietę, gdyż rodzą się one wtedy z niedoborem witaminy, z uszkodzonym układem nerwowym.
- Wegetariańska soja nie jest całkiem bezpieczna, gdyż zawarte w niej substancje podobne do estrogenów mogą powodować raka piersi. (za Journal of Nutrition) Popularyzowany jest pogląd, że fitoestrogeny blokują receptory estrogenu więc doraźnie zapobiegają rozwojowi raka piersi. Skutki zdrowotne działania hormonów środowiskowych (fitoestrogenów) pojawiają się jednak nieraz po wielu latach i dotyczą głównie zaburzeń rozwoju narządów płciowych, wytwarzania płodnego nasienia, regularności cyklu miesięcznego, aż po rozwój raka piersi, prostaty lub jąder.Podobnie zmniejsza wydzielanie testosteronu, co powoduje zaburzenia psychiczne u mężczyzn.
- Jedzenie warzyw, owoców, nasion w dużej ilości na pewno jest zdrowe. Samo niejedzenie mięsa nie zostało stwierdzone jako medycznie wskazane. Wegetarianizm wywodzi się zatem z filozofii, a nie z medycyny i tak należy o nim myśleć.
- Wegetarianizm oraz surowa dieta zostały uznane przez WHO za chorobę psychiczną, którą zdefiniowali jako „przyzwyczajenia i zaburzenia impulsowe”. Według WHO ludzi stosujących dietę bezmięsną powinno zamykać się na oddziałach psychiatrycznych.
Wegetarianie od dawna są pod krytyką mięsożerców, którzy twierdzą, że człowiek z natury jest drapieżcą, a jedzenie mięsa- białka jest zdrowe i niezwykle potrzebne naszemu organizmowi. Twierdzą oni także, że długie i zdrowe życie w żadnym stopniu nie jest możliwe bez produktów zwierzęcych, a także, że wszelka zwierzyna, która jest ubijana każdego dnia to wynik wyłącznie doboru naturalnego.
- Jesli wegetarianizm jest naprawdę naturalny dla człowieka, to czemu wegetarian jest tylko ok 5% ludzkości? Taka sama liczba statystycznie jest osób z zaburzeniami psychicznymi, którzy sa nam ewolucyjnie potrzebni jako umiejetność odróżnienia "normy" od patologii. Idąc tym tropem, można by stwierdzić, że wege są takimi samymi elementami dla "odróżnienia"..
To tyle w temacie. Nie będę polemizował. I z nikim nie zamierzam się spierać. Każdy może zostać przy swoim zdaniu i swoim sposobie życia.
6.04.2013
Idzie wiosna, czas się odchudzić!
Nadchodzi wiosna, (kiedy ja to piszę - 6 kwiecień, a za oknem nadal zaspy śniegu). W związku z tym każdy ma już dość zimowych opon i chciałby je zmienić na letnie.
Jasne, ale nie każdemu się to udaje. Chciałbym wam przedstawić mój punkt widzenia, jak zawsze pesymistyczny i subiektywny, ale ..
Sami dopowiecie na ile jest w tym coś prawdziwego…
Całość zagadnienia mógłbym streścić w formie: Diety nie działają i nic na to nie poradzicie, pomimo tego jak się nam wmawia, że cudowne pigułki i sport nas uzdrowią. (Pigułki są zwykle drogie, na sport trzeba mieć czas). Ale w tekście zaproponuję wam pewną formę diety, może wam się powiedzie…
Nie będę tu pisał o oczywistych wpływach na naszą sylwetkę, czyli genach i warunkach środowiskowych, w jakich przyszło nam żyć. Jak ognia będę unikał szydzenia z wegetarian. Podobnie nie będę się odnosił do elementów psychologicznych jak podjadanie i zajadanie stresu, oraz o tzw. szczególnych przypadkach.
Hmmm skoro on nie uwzględni takich podstaw to, co może być jeszcze innego!!!?
Ano jest kilka jeszcze elementów do tej układanki..
Po pierwsze – wiek. Młode osoby, o ile nie są tuczone przed nadgorliwe babcie i mamusie, naturalnie są szczupłe.
Tu chcę wam, jako dygresja, podać przykład jak krzywdzimy dzieci, karmiąc ich z rana kaszkami tworzonymi niby dla zdrowia. Czytaliście ile jest cukru w Corn Flakesach? Tuczymy dzieci na potęgę i podajemy im wodnistą zawiesinę cukrowo-chemiczną, którą one strawią w chwilę. Na dodatek, z racji, że to się tylko łyka, to dzieci mają problemy ze zgryzem i zębami. My naprawdę jesteśmy zwierzętami padlinożernymi i mamy zęby po to, aby przeżuwać twarde części roślin i mięsa!
To, że zaleca się każdy kęs przeżuć magiczną ilość, np. 40 razy… No dajcie spokój! Kto serek śmietankowy da rade, tyle czasu?(!) i razy przeżuwać!? Inna rzecz, że podajemy te śniadania w zalewie trucizny, jaką jest mleko! Nie dość, że 40x tłustsze niż ludzkie, to skażone antybiotykami, pestycydami i hormonami (brawo mleczni wegetarianie – wszystkiego najzdrowszego, włącznie z mózgiem! No nie mogłem sobie odpuścić!;-). Jak można być przeciw GMO pijąc i jedząc produkty ze zmodyfikowanego genetycznie zwierzęcia, jakim jest dzisiejsza krowa? Wiecie jak ona cierpi będąc w stałej permanentnej ciąży, po to, aby mieć stale to mleko!!!??? Ale ważniejsze jest Eko-Ego.. ). Człowiek, tak jak i Kot, powinien pić WODĘ, oraz przeżuwać surowy pokarm, bo do tego nas przystosowała natura (bóg, wyższa jaźń – niepotrzebne skreślić, najlepiej wszystkie synonimy). Niby jesteśmy cywilizowani, mamy świadomość, ale tak naprawdę, jeszcze nie do końca zeszliśmy z ewolucyjnego drzewa i się wyprostowaliśmy, mimo tego, co nam wmawiają nauczyciele, znajomi, guru, księża i inne autorytety.
Ale wracając do tematu. Najpierw tycie mężczyzn, potem omówię to, co się dzieje z kobietami. Mechanizm męski, dotyczy również w dużej mierze kobiet.
Tycie wynika z dwu uzupełniających się mechanizmów. Jeden z nich to zmniejszenie z wiekiem aktywności fizycznej, a zarazem nie ograniczamy ilości jedzenia i picia. Często jest tak, że pracujemy biurowo, a jemy tyle, co przysłowiowy rolnik do kosy. Zawsze powtarzam, że człowiek powinien dziennie zrobić ok.40 km w poszukiwaniu jedzenia, głownie owoców. Ręka do góry, kto robi, chociaż 1/10 tego!? (No oki, są wyjątki.)
Norma w naszych stronach świata, to tycie ok. 3-5 kg na dekadę. Tak, że ok. 50tki każdy ma te dodatkowe ok. 12 kg. Później ta waga się obniża i stabilizuje. No, ale stabilizacja jest coraz rzadsza.
Drugi mechanizm to zespół związany z naszą obecną długowiecznością. ( Dla przypomnienia – do Rewolucji Przemysłowej człowiek dożywał do ok. 40 lat!!!). Przybieranie na wadze jest naturalną konsekwencją tego, że za młodu budowały nam się mięśnie, a po 30tce następuje nagły spadek masy mięśniowej i to nawet 15%! To bardzo dużo i jest to zastępowane przez masę tłuszczową, która w toku ewolucji jest nam niezbędna do dalszego przeżycia w ciężkich warunkach nieregularnego odżywiania, bo w tym wieku już przestawaliśmy polować i ciężko pracować. W młodym wieku jedzenie głównie było przeznaczone na rozwój mięśni, zwłaszcza nóg, ale z wiekiem skuteczność nasza w polowaniu maleje, więc zmienia się nam metabolizm i magazynujemy więcej energii. Niby po 30tce, skoro człowiek już jest nieskuteczny jako myśliwy, to po co żyjemy dalej? Ano po to, że w tym czasie mamy doświadczenie w odchowaniu kolejnego pokolenia. Po 60tce już waga się nie zmienia, bo już nasze dzieci dorosły.
Tycie jest procesem adaptacyjnym, które rekompensuje straty zużycia organizmu, i dzięki temu możemy dłużej żyć, dlatego nie walczcie z naturą, co ją akceptujcie. Jasne, nie chodzi mi o chodzące Hipopotamy, ale mały brzuszek dodaje uroku u obu płci.
Wiem…w tym wszystkim największy psychiczny problem jest z nie akceptacją starzenia się, bo tycie jest najbardziej widocznym tego wskaźnikiem.
Przejdźmy teraz do Pań…specjalnie zostawiłem sobie na deser :-).
Tycie kobiet jest związane z ich sexualnością i płodnością. Dlatego do ciąży, kobiety zwykle są szczupłe. Ale po kolei..
Jak wspomniałem, żyliśmy do ok. 40 lat, więc kobiety kiedyś póżno dojrzewały 16-18lat i jeszcze przez dwa lata miały nieregularne miesiączki, to dawało im sporo lat sexu, bez konieczności rodzenia. Teraz poprzez zbyt dobrą dietę oraz skażenie środowiska estrogenami, dojrzewają dużo wcześniej, bo nawet w wieku 12-14 lat. Przez to zaniknął naturalny mechanizm zapobiegania ciąży.
U kobiet ważny jest 4 letni cykl życia. Naturalnie po urodzeniu dziecka, kobieta woli być monogamiczna, aby spokojnie odchować niemowlę (ok.4 lata), przy jednym partnerze, który, może niekoniecznie jest ojcem (w ok. 40% nie jest.) ale zapewnia kobiecie i dziecku bezpieczeństwo oraz pokarm, przez okres ok. 4 lat. Tyle czasu też trwa związek (małżeństwo 3-6 lat) i albo po tym szukamy kolejnego partnera, albo mamy kolejnego potomka do wspólnego wychowania.
Te 4 lata są po to, aby kobieta w pełni się zregenerowała i zaczęła kolejną owulację. Wtedy ma tzw. Krytyczną ilość tłuszczu, potrzebną do bezpiecznego urodzenia dziecka. Z racji, że mamy zbyt dobry dostęp do pokarmu, to okres ten skrócił się do 2 lat, i ten 2 letni okres zaburzenia, oraz brak następnej ciąży powoduje odkładanie się tej ilości tłuszczu w brzuszek, a naturalnie byłoby to zużyte na spokojne przeżycie matki i kolejnego dziecka. Tak, że przyczyny tycia kobiet poza ewolucyjne, to świadome macierzyństwo, presja środowiska i zbyt dobre odżywianie przy braku kolejnej ciąży.
Zaobserwujcie też efekt w związkach, kiedy oboje partnerów zaczyna tyć. To zwykle jest już jakiś czas po ślubie, bo u kobiety następuje stan poczucia bezpieczeństwa, i jej ciało mówi – mogę przytyć, bo będziemy mieli dziecko.
A facet, też ma podobne odczucie, że posiada tą kobietę i nie musi już się starać i flirtować z innymi, i natura na czas przyszłego dziecka obniża mu mocno testosteron, aby nie uciekł od tej kobiety. ( Dlatego nie dziwcie się, że faceci wtedy to pantoflarze z brzuszkiem, a kobiety to zołzy, to mija po ok. 4 latach!)
Już nie wchodzę dalej w kwestie tego, że kiedyś dzieci wychowywała cała grupa i matka nie musiała jak teraz, mieć traumy samotnego wychowywania i miała naturalnie to, o co teraz walczy, czyli niezależność fizyczno-emocjonalną od męża/partnera.
Ten temat, kiedy indziej, bo pewnie już ledwo dajecie radę czytać, co piszę, to podam na koniec przepis na najlepszą dietę, która robi najmniej szkód.
W diecie tej nie ma tego najgorszego czynnika, czyli odczuwania permanentnego głodu. Chociaż wbrew pozorom, ja polecam od czasu do czasu pogłodować, bo jest to stan naturalny dla organizmu, a i tak następuje naturalny efekt jo-jo, który jak się okazuje, jest dla nas bardzo dobry, bo mocno wzmacnia naszą odporność.
Dieta ta, to tzw. Dieta 50-50, lub dieta, „Co drugi dzień”. Czyli jednego dnia jecie normalnie tyle, co zawsze, a następnego dnia ograniczacie się nawet o 80% jedzenia, ale macie świadomość, że po obudzeniu, znów spokojnie możecie się najeść. Dieta ta wpływa pozytywnie i na zdrowie i na sylwetkę, oraz bardzo opóźnia bieg wielu chorób.
Tak, że dzięki za doczytanie do tego miejsca, oraz wszelkie przemyślenia. Teraz czekamy na Wiosnę…
Jasne, ale nie każdemu się to udaje. Chciałbym wam przedstawić mój punkt widzenia, jak zawsze pesymistyczny i subiektywny, ale ..
Sami dopowiecie na ile jest w tym coś prawdziwego…
Całość zagadnienia mógłbym streścić w formie: Diety nie działają i nic na to nie poradzicie, pomimo tego jak się nam wmawia, że cudowne pigułki i sport nas uzdrowią. (Pigułki są zwykle drogie, na sport trzeba mieć czas). Ale w tekście zaproponuję wam pewną formę diety, może wam się powiedzie…
Nie będę tu pisał o oczywistych wpływach na naszą sylwetkę, czyli genach i warunkach środowiskowych, w jakich przyszło nam żyć. Jak ognia będę unikał szydzenia z wegetarian. Podobnie nie będę się odnosił do elementów psychologicznych jak podjadanie i zajadanie stresu, oraz o tzw. szczególnych przypadkach.
Hmmm skoro on nie uwzględni takich podstaw to, co może być jeszcze innego!!!?
Ano jest kilka jeszcze elementów do tej układanki..
Po pierwsze – wiek. Młode osoby, o ile nie są tuczone przed nadgorliwe babcie i mamusie, naturalnie są szczupłe.
Tu chcę wam, jako dygresja, podać przykład jak krzywdzimy dzieci, karmiąc ich z rana kaszkami tworzonymi niby dla zdrowia. Czytaliście ile jest cukru w Corn Flakesach? Tuczymy dzieci na potęgę i podajemy im wodnistą zawiesinę cukrowo-chemiczną, którą one strawią w chwilę. Na dodatek, z racji, że to się tylko łyka, to dzieci mają problemy ze zgryzem i zębami. My naprawdę jesteśmy zwierzętami padlinożernymi i mamy zęby po to, aby przeżuwać twarde części roślin i mięsa!
To, że zaleca się każdy kęs przeżuć magiczną ilość, np. 40 razy… No dajcie spokój! Kto serek śmietankowy da rade, tyle czasu?(!) i razy przeżuwać!? Inna rzecz, że podajemy te śniadania w zalewie trucizny, jaką jest mleko! Nie dość, że 40x tłustsze niż ludzkie, to skażone antybiotykami, pestycydami i hormonami (brawo mleczni wegetarianie – wszystkiego najzdrowszego, włącznie z mózgiem! No nie mogłem sobie odpuścić!;-). Jak można być przeciw GMO pijąc i jedząc produkty ze zmodyfikowanego genetycznie zwierzęcia, jakim jest dzisiejsza krowa? Wiecie jak ona cierpi będąc w stałej permanentnej ciąży, po to, aby mieć stale to mleko!!!??? Ale ważniejsze jest Eko-Ego.. ). Człowiek, tak jak i Kot, powinien pić WODĘ, oraz przeżuwać surowy pokarm, bo do tego nas przystosowała natura (bóg, wyższa jaźń – niepotrzebne skreślić, najlepiej wszystkie synonimy). Niby jesteśmy cywilizowani, mamy świadomość, ale tak naprawdę, jeszcze nie do końca zeszliśmy z ewolucyjnego drzewa i się wyprostowaliśmy, mimo tego, co nam wmawiają nauczyciele, znajomi, guru, księża i inne autorytety.
Ale wracając do tematu. Najpierw tycie mężczyzn, potem omówię to, co się dzieje z kobietami. Mechanizm męski, dotyczy również w dużej mierze kobiet.
Tycie wynika z dwu uzupełniających się mechanizmów. Jeden z nich to zmniejszenie z wiekiem aktywności fizycznej, a zarazem nie ograniczamy ilości jedzenia i picia. Często jest tak, że pracujemy biurowo, a jemy tyle, co przysłowiowy rolnik do kosy. Zawsze powtarzam, że człowiek powinien dziennie zrobić ok.40 km w poszukiwaniu jedzenia, głownie owoców. Ręka do góry, kto robi, chociaż 1/10 tego!? (No oki, są wyjątki.)
Norma w naszych stronach świata, to tycie ok. 3-5 kg na dekadę. Tak, że ok. 50tki każdy ma te dodatkowe ok. 12 kg. Później ta waga się obniża i stabilizuje. No, ale stabilizacja jest coraz rzadsza.
Drugi mechanizm to zespół związany z naszą obecną długowiecznością. ( Dla przypomnienia – do Rewolucji Przemysłowej człowiek dożywał do ok. 40 lat!!!). Przybieranie na wadze jest naturalną konsekwencją tego, że za młodu budowały nam się mięśnie, a po 30tce następuje nagły spadek masy mięśniowej i to nawet 15%! To bardzo dużo i jest to zastępowane przez masę tłuszczową, która w toku ewolucji jest nam niezbędna do dalszego przeżycia w ciężkich warunkach nieregularnego odżywiania, bo w tym wieku już przestawaliśmy polować i ciężko pracować. W młodym wieku jedzenie głównie było przeznaczone na rozwój mięśni, zwłaszcza nóg, ale z wiekiem skuteczność nasza w polowaniu maleje, więc zmienia się nam metabolizm i magazynujemy więcej energii. Niby po 30tce, skoro człowiek już jest nieskuteczny jako myśliwy, to po co żyjemy dalej? Ano po to, że w tym czasie mamy doświadczenie w odchowaniu kolejnego pokolenia. Po 60tce już waga się nie zmienia, bo już nasze dzieci dorosły.
Tycie jest procesem adaptacyjnym, które rekompensuje straty zużycia organizmu, i dzięki temu możemy dłużej żyć, dlatego nie walczcie z naturą, co ją akceptujcie. Jasne, nie chodzi mi o chodzące Hipopotamy, ale mały brzuszek dodaje uroku u obu płci.
Wiem…w tym wszystkim największy psychiczny problem jest z nie akceptacją starzenia się, bo tycie jest najbardziej widocznym tego wskaźnikiem.
Przejdźmy teraz do Pań…specjalnie zostawiłem sobie na deser :-).
Tycie kobiet jest związane z ich sexualnością i płodnością. Dlatego do ciąży, kobiety zwykle są szczupłe. Ale po kolei..
Jak wspomniałem, żyliśmy do ok. 40 lat, więc kobiety kiedyś póżno dojrzewały 16-18lat i jeszcze przez dwa lata miały nieregularne miesiączki, to dawało im sporo lat sexu, bez konieczności rodzenia. Teraz poprzez zbyt dobrą dietę oraz skażenie środowiska estrogenami, dojrzewają dużo wcześniej, bo nawet w wieku 12-14 lat. Przez to zaniknął naturalny mechanizm zapobiegania ciąży.
U kobiet ważny jest 4 letni cykl życia. Naturalnie po urodzeniu dziecka, kobieta woli być monogamiczna, aby spokojnie odchować niemowlę (ok.4 lata), przy jednym partnerze, który, może niekoniecznie jest ojcem (w ok. 40% nie jest.) ale zapewnia kobiecie i dziecku bezpieczeństwo oraz pokarm, przez okres ok. 4 lat. Tyle czasu też trwa związek (małżeństwo 3-6 lat) i albo po tym szukamy kolejnego partnera, albo mamy kolejnego potomka do wspólnego wychowania.
Te 4 lata są po to, aby kobieta w pełni się zregenerowała i zaczęła kolejną owulację. Wtedy ma tzw. Krytyczną ilość tłuszczu, potrzebną do bezpiecznego urodzenia dziecka. Z racji, że mamy zbyt dobry dostęp do pokarmu, to okres ten skrócił się do 2 lat, i ten 2 letni okres zaburzenia, oraz brak następnej ciąży powoduje odkładanie się tej ilości tłuszczu w brzuszek, a naturalnie byłoby to zużyte na spokojne przeżycie matki i kolejnego dziecka. Tak, że przyczyny tycia kobiet poza ewolucyjne, to świadome macierzyństwo, presja środowiska i zbyt dobre odżywianie przy braku kolejnej ciąży.
Zaobserwujcie też efekt w związkach, kiedy oboje partnerów zaczyna tyć. To zwykle jest już jakiś czas po ślubie, bo u kobiety następuje stan poczucia bezpieczeństwa, i jej ciało mówi – mogę przytyć, bo będziemy mieli dziecko.
A facet, też ma podobne odczucie, że posiada tą kobietę i nie musi już się starać i flirtować z innymi, i natura na czas przyszłego dziecka obniża mu mocno testosteron, aby nie uciekł od tej kobiety. ( Dlatego nie dziwcie się, że faceci wtedy to pantoflarze z brzuszkiem, a kobiety to zołzy, to mija po ok. 4 latach!)
Już nie wchodzę dalej w kwestie tego, że kiedyś dzieci wychowywała cała grupa i matka nie musiała jak teraz, mieć traumy samotnego wychowywania i miała naturalnie to, o co teraz walczy, czyli niezależność fizyczno-emocjonalną od męża/partnera.
Ten temat, kiedy indziej, bo pewnie już ledwo dajecie radę czytać, co piszę, to podam na koniec przepis na najlepszą dietę, która robi najmniej szkód.
W diecie tej nie ma tego najgorszego czynnika, czyli odczuwania permanentnego głodu. Chociaż wbrew pozorom, ja polecam od czasu do czasu pogłodować, bo jest to stan naturalny dla organizmu, a i tak następuje naturalny efekt jo-jo, który jak się okazuje, jest dla nas bardzo dobry, bo mocno wzmacnia naszą odporność.
Dieta ta, to tzw. Dieta 50-50, lub dieta, „Co drugi dzień”. Czyli jednego dnia jecie normalnie tyle, co zawsze, a następnego dnia ograniczacie się nawet o 80% jedzenia, ale macie świadomość, że po obudzeniu, znów spokojnie możecie się najeść. Dieta ta wpływa pozytywnie i na zdrowie i na sylwetkę, oraz bardzo opóźnia bieg wielu chorób.
Tak, że dzięki za doczytanie do tego miejsca, oraz wszelkie przemyślenia. Teraz czekamy na Wiosnę…
28.02.2013
Umarł Król – Niech żyje Król!!!

Na pewno dziś i w tych dniach czytaliście masę artykułów na temat odejścia Papieża.. Ja też napiszę, ale tak z trochę innego podejścia.
Po pierwsze i najważniejsze – nie ma sensu walczyć z religią, bo i tak jest bardzo głęboko zakorzeniona w naszej psychice.
Jest mechanizmem adaptacyjnym, czyli, po ludzku – ułatwia nam ona przetrwanie. Dlatego nasz mózg się tego mechanizmu nie pozbędzie, tym bardziej jak tak długie tysiąclecia nad nim pracował!
Religię mamy w mózgu. Aktywowane są obszary lewej przedniej obręczy korowej (świadomość emocjonalna) i lewej części pnia mózgu (stara część mózgu odpowiedzialna za uczucia radości i miłości). Oraz prawa część środkowego obszaru skroniowego kory mózgowej, która jest głównie odpowiedzialna za „duchowe” odczucia.
To co nazywamy Religią, jest tak naprawdę instynktem stadnym, bo stado/grupa daje nam lepsze szanse na przeżycie i spłodzenie dzieci mogących dalej kontynuować naszą linię życia. Dla ludzi nie ma znaczenia czy przywódca „Bóg”, będzie fizyczny, czy tylko naszym wyobrażeniem. Mózg sam się lubi oszukiwać i stworzy nam postać jakiegoś boga w pełni realnego dla danej osoby.
Dla naszego mózgu nie ma znaczenia nazwa boga, ważne jest to, że On (Bóg) jest i to On kieruje naszym życiem.
Mechanizm jest tak silny i tak bezkrytycznie do niego podchodzimy, że popatrzywszy na świat, powinno nas to przerażać!!! Te wszystkie wojny i konflikty.. Wiadomo, że atawistycznie chodzi w nich o teren łowiecki i łatwy dostęp do kobiet. Teraz dochodzą jeszcze czynniki ekonomiczne, jak produkcja nowej broni i tania siła robocza.
Nigdy nie potrafię wyjść ze zdziwienia, jak to jest, że bardzo racjonalne osoby, a nawet naukowcy, jak znajomi psycholodzy czy fizycy, mogą być tak nie racjonalni w tej jednej małej kwestii – wiary w Boga.. Jakoś omijają fakt, iż Bóg to wytwór ich mózgu. Nawet niewierzący wciąż powtarzają, że boga nie ma, ale MUSI być jakaś wyższa siła, która odpowiada za nasze wszystkie doświadczenia. Nie potrafią odpuścić, że jedyny mechanizm to ewolucja przystosowawcza do otaczającego świata.
Łączy się to z już ze wspomnianym przeze mnie mechanizmem, jaki mamy wbudowany. Tworzenie bajek i kłamstwo – nasz mózg MUSI z kawałków informacji stworzyć coś, co dla niego trzyma się kupy i wygląda na realne, ale są to straszne bujdy, tyle, że bez takiego uzupełniania informacji, byśmy zwyczajnie zwariowali. Ten mechanizm pozwala nam odreagowywać stres i tworzyć poczucie bezpieczeństwa, poprzez samooszukiwanie siebie i wszystkich wokół.
Tak, że reasumując – religii nie zniszczymy, co najwyżej zmieni ona postać Boga i jego imię, a reszta pozostanie nadal tak jak było dotąd.
I mówiąc o abdykacji B XVI to wg. Mnie nic ona nie zmieni, mimo wielu radiowo-telewizyjnych komentarzy. Kościół będzie dalej szedł koleinami JP II, a pseudo oczyszczenie po ostatnich aferach, zostanie potraktowane przez świat jako akt słabości kościoła.
Dziwnym jest, iż niedawno Benedykt zaczął udzielać się medialnie na Twitterze, no i raczej musiano go przygasić, bo pewnie zbyt osobiście zaczął tam pisać.. Więc prawdopodobnym jest wymuszona abdykacja, niż osobista. Zresztą, kto wie jakie za tymi murami czają się afery?
Teraz Kościół musi pokazać, że jest czysty i trwalszy niż Islam! Czytałem ostatnio piękny art.o Opus Dei i wyznawcach z ludzka twarzą. Jakie to było piękne w czytaniu! Sam bym od razu tam poszedł się zapisać, gdyby nie apostazja!
Ale to Opus Dei teraz będzie rządził kościołem i musicie mi wierzyć – śmiesznie nie będzie… Oni zastąpią swoimi bojówkami ludzkie potrzeby poczucia bliskości. I to nie będzie religijność, tylko dyscyplina gorsza niż w Islamie!
Będą działać na najniższych instynktach tak jak teraz działają organizacje faszystowsko-kibolskie. Dadzą ludziom poczucie grupy i siły! To też niestety nasza ewolucja. Agresja jest naszym naturalnym mechanizmem, mimo, że tak wiele osób nie chce w to uwierzyć i dają się nabrać na duchową wizję przyszłości. Niestety będą pierwsi do pożarcia przez agresywnych osobników, którzy z imieniem jakiegoś boga na ustach będą niszczyć swobodę i demokrację, bo myślący ludzie są niebezpieczni, szczególnie Ci samodzielni..
Tym optymistycznym akcentem…
AMEN
6.02.2013
Stresssss....
Teraz trochę inny temat.
Zajmę się stresem, czyli tym, co nas zjada i niszczy najmocniej.
Żyjemy sobie tak średnio – Kobieta 30 tysięcy dni, a Mężczyzna 25 tysięcy dni.
Nasz czas jest wielką wartością, więc nie oddawajcie się za darmo! A zarazem sensownie inwestujcie w to, co chcecie w życiu robić.
W związku z tym widzicie jak krótko żyjemy, i jak łatwo sobie ten czas skrócić właśnie poprzez nakręcanie się stresem.
Temat tego, jak inni nas tym stresem napompowują, zostawię na inny termin, teraz byłoby za długo.
Wystarczy, że zajmiemy się sobą. To, co nas najczęściej męczy to chroniczny stres, czyli taki, z którym się budzimy i z nim zasypiamy.
Biologicznie, stres to reakcja na sytuację walki lub ucieczki. Następuje wewnętrzna reakcja organizmu, zwiększa się krzepliwość krwi i jeśli często dopadają nas sytuacje stresowe – następuje zawał.
Zawał spowodowany jest tym, że płytki cholesterolu mają ostre krawędzie i uszkadzają naczynia krwionośne. No i tam gdzie cholesterol zbytnio uszkodzi naczynie, to naturalnie tworzy się zakrzep(taki strupek), który blokuje światło dla krwi i utrudnia przepływ krwi, aż do całkowitego zatkania.
Co do cholesterolu. Nie wierzcie reklamom!!! 80% cholesterolu produkujemy sami. Nie bierzemy go z pokarmu tyle, co się sądzi, to genetyka sprawia, że mamy z nim spokój lub kłopot.
Jest on potrzebny, jako izolacja ścian naczyń od ciepła naszych mięśni (aby nam się krew nie zagotowała). Najlepszym lekiem na nadmiar cholesterolu jest czerwone wino i to nawet poł butelki dziennie. (Oczywiście tylko w czasie szybkiej terapii, można uregulować jego poziom nawet w dwa tygodnie!)
Nie dajcie też sobie wmawiać, że zdrowe życie zależy od diety! Dieta jest dopiero na 4 miejscu w kolejności.
Podstawą są uwarunkowania genetyczne i tu najlepszym lekarstwem jest akceptacja swoich ułomności i wyglądu.
Na drugim miejscu jest aktywność ruchowa, bez tego niestety najlepsze prochy i diety nic nie pomogą.
Trzecim bagatelizowanym elementem jest SEN!!! I odpoczynek. Śpimy zbyt krótko męcząc się siedzeniem po nocach przed Tv i kompem i potem się dziwimy, że tak drastycznie spada nasza efektywność w pracy. Brak snu to podstawowy problem produkcji cholesterolu i w konsekwencji zawału.
W Polsce na zawał umiera 48% osób
No i na czwartym miejscu dopiero jest sensowna dieta, która w niczym nie ogranicza i nie tworzy z jedzenia formy religii. Tyjemy, bo jemy „przy okazji” a nie, jako osobne zajęcie. Ilu z was je „po pracy”, nocą, i przekąszając rzeczami z pustymi kaloriami? Sam się często na tym łapię..
No i teraz jak sobie z tym całym stresowym bałaganem radzić?
Jeśli stres jest kontrolowany, jak w sportach ekstremalnych, to wszystko OK., każdy z nas potrzebuje spalić trochę testosteronu.
Ale to, co wszędzie czytamy i ja też napiszę to pogodne podejście do życia.
Wiadomo, że każdy ma swoje metody odreagowywania i psychoterapii i jak temat was by mocniej interesował to mogę podać więcej technik i sposobów prywatnie.
Tu wam chcę powiedzieć, że poza alkoholem, sportem, itp.
Jest taki sposób, aby na problem spojrzeć ze swojej pozycji, ale jako taka 100letnia osoba.. Z tej perspektywy naprawdę widzi się sprawy w zupełnie innym świetle. Tylko trzeba naprawdę mocno w siebie wczuć. A potem wrócić do siebie i poczuć, że jestem tu i teraz i co zrobić, aby jak będę mieć te 100 lat to się z tej sytuacji śmiać?
Bądźcie dla siebie naprawdę mili i pokochajcie siebie, przestańcie siebie obwiniać i krytykować o wszystko, bo tylko w tym momencie coś się stało a dla wczoraj i dla jutra już ta sprawa nie będzie miała znaczenia.
Zabija nas kulturowe polskie negatywne nastawienie do wszystkiego i wszystkich, nie umiemy się chwalić, a innych tym bardziej. Nie cieszą nas sukcesy a za to żyjemy porażkami (szczególnie osób, z którymi jesteśmy związani emocjonalnie). Popadamy w alkoholizm i uzależnienia ( w tej chwili już 50% alkoholików to kobiety!)
I budujcie poczucie własnej wartości, bo nikt za was tego nie uczyni.
Zaakceptujmy, że świat jest inny w oczach każdej z osób a nie ustawiajmy wszystkich pod swoje wyobrażenia. I uczcie się na sukcesach a nie na porażkach, co mamy w zwyczaju. We wszystkich wokół widzimy wrogów, kiedy te osoby nawet nie maja o tym pojęcia!
Choć też wiadomo, że dobre intencje też mocno więżą..
To tak bardziej optymistycznie, jako pierwszy wpis w tym roku.
Pozdrawiam czytelników!
Zajmę się stresem, czyli tym, co nas zjada i niszczy najmocniej.
Żyjemy sobie tak średnio – Kobieta 30 tysięcy dni, a Mężczyzna 25 tysięcy dni.
Nasz czas jest wielką wartością, więc nie oddawajcie się za darmo! A zarazem sensownie inwestujcie w to, co chcecie w życiu robić.
W związku z tym widzicie jak krótko żyjemy, i jak łatwo sobie ten czas skrócić właśnie poprzez nakręcanie się stresem.
Temat tego, jak inni nas tym stresem napompowują, zostawię na inny termin, teraz byłoby za długo.
Wystarczy, że zajmiemy się sobą. To, co nas najczęściej męczy to chroniczny stres, czyli taki, z którym się budzimy i z nim zasypiamy.
Biologicznie, stres to reakcja na sytuację walki lub ucieczki. Następuje wewnętrzna reakcja organizmu, zwiększa się krzepliwość krwi i jeśli często dopadają nas sytuacje stresowe – następuje zawał.
Zawał spowodowany jest tym, że płytki cholesterolu mają ostre krawędzie i uszkadzają naczynia krwionośne. No i tam gdzie cholesterol zbytnio uszkodzi naczynie, to naturalnie tworzy się zakrzep(taki strupek), który blokuje światło dla krwi i utrudnia przepływ krwi, aż do całkowitego zatkania.
Co do cholesterolu. Nie wierzcie reklamom!!! 80% cholesterolu produkujemy sami. Nie bierzemy go z pokarmu tyle, co się sądzi, to genetyka sprawia, że mamy z nim spokój lub kłopot.
Jest on potrzebny, jako izolacja ścian naczyń od ciepła naszych mięśni (aby nam się krew nie zagotowała). Najlepszym lekiem na nadmiar cholesterolu jest czerwone wino i to nawet poł butelki dziennie. (Oczywiście tylko w czasie szybkiej terapii, można uregulować jego poziom nawet w dwa tygodnie!)
Nie dajcie też sobie wmawiać, że zdrowe życie zależy od diety! Dieta jest dopiero na 4 miejscu w kolejności.
Podstawą są uwarunkowania genetyczne i tu najlepszym lekarstwem jest akceptacja swoich ułomności i wyglądu.
Na drugim miejscu jest aktywność ruchowa, bez tego niestety najlepsze prochy i diety nic nie pomogą.
Trzecim bagatelizowanym elementem jest SEN!!! I odpoczynek. Śpimy zbyt krótko męcząc się siedzeniem po nocach przed Tv i kompem i potem się dziwimy, że tak drastycznie spada nasza efektywność w pracy. Brak snu to podstawowy problem produkcji cholesterolu i w konsekwencji zawału.
W Polsce na zawał umiera 48% osób
No i na czwartym miejscu dopiero jest sensowna dieta, która w niczym nie ogranicza i nie tworzy z jedzenia formy religii. Tyjemy, bo jemy „przy okazji” a nie, jako osobne zajęcie. Ilu z was je „po pracy”, nocą, i przekąszając rzeczami z pustymi kaloriami? Sam się często na tym łapię..
No i teraz jak sobie z tym całym stresowym bałaganem radzić?
Jeśli stres jest kontrolowany, jak w sportach ekstremalnych, to wszystko OK., każdy z nas potrzebuje spalić trochę testosteronu.
Ale to, co wszędzie czytamy i ja też napiszę to pogodne podejście do życia.
Wiadomo, że każdy ma swoje metody odreagowywania i psychoterapii i jak temat was by mocniej interesował to mogę podać więcej technik i sposobów prywatnie.
Tu wam chcę powiedzieć, że poza alkoholem, sportem, itp.
Jest taki sposób, aby na problem spojrzeć ze swojej pozycji, ale jako taka 100letnia osoba.. Z tej perspektywy naprawdę widzi się sprawy w zupełnie innym świetle. Tylko trzeba naprawdę mocno w siebie wczuć. A potem wrócić do siebie i poczuć, że jestem tu i teraz i co zrobić, aby jak będę mieć te 100 lat to się z tej sytuacji śmiać?
Bądźcie dla siebie naprawdę mili i pokochajcie siebie, przestańcie siebie obwiniać i krytykować o wszystko, bo tylko w tym momencie coś się stało a dla wczoraj i dla jutra już ta sprawa nie będzie miała znaczenia.
Zabija nas kulturowe polskie negatywne nastawienie do wszystkiego i wszystkich, nie umiemy się chwalić, a innych tym bardziej. Nie cieszą nas sukcesy a za to żyjemy porażkami (szczególnie osób, z którymi jesteśmy związani emocjonalnie). Popadamy w alkoholizm i uzależnienia ( w tej chwili już 50% alkoholików to kobiety!)
I budujcie poczucie własnej wartości, bo nikt za was tego nie uczyni.
Zaakceptujmy, że świat jest inny w oczach każdej z osób a nie ustawiajmy wszystkich pod swoje wyobrażenia. I uczcie się na sukcesach a nie na porażkach, co mamy w zwyczaju. We wszystkich wokół widzimy wrogów, kiedy te osoby nawet nie maja o tym pojęcia!
Choć też wiadomo, że dobre intencje też mocno więżą..
To tak bardziej optymistycznie, jako pierwszy wpis w tym roku.
Pozdrawiam czytelników!
9.12.2012
Silne Kobiety.
Ostatnio podniósł się temat inteligentnych i silnych kobiet.
Postaram się trochę rozjaśnić wzajemne uwagi i pretensje.
Kobiety, to wbrew potocznym słowom, to już nie słaba płeć!! To też nie są wojujące feministki, czy nawiedzone ekolożki. To Kobiety przez duże „K”, które wiedzą kim są i czego chcą od siebie, innych, i świata.
W pełni atrakcyjne, ufne we własne siły, niezależne, aktywne sexualnie i towarzysko. Bardzo wymagające od siebie i od innych.
Wasza siła tkwi w autonomii. Nie jesteście od nikogo zależne, może poza pracodawcą. Nie musicie przyjmować wszystkiego co faceci wam proponują. Żyjecie dużo ciekawiej niż wasze matki i babki, nie jesteście kurami domowymi. Wiecie jak i z kim się bawić, macie swe zdanie, ale jest jedno, ALE: To wcale nie sprawia, że jesteście szczęśliwsze.
Nie układa się wam w życiu partnerskim, wikłacie się w związki bez przyszłości i trafiacie na facetów, którzy was ranią lub rozczarowują.
I jako reakcja na taki stan uciekacie aby się chronić.
Mimo, że kochacie facetów i szukacie wielkiej miłości, to każdy was rozczarowuje. A jak znajdziecie już jakiegoś, to go obdarzacie go maksymalnym uczuciem i zaraz potem zadeptujecie go i odchodzicie.
Często nawet same przed sobą nie przyznajecie, że pociąga was typ Macho, ale zarazem nie pozwolicie sobie, aby ktokolwiek traktował was z góry! A on im bardziej was lekceważy i olewa, tym bardziej was pociąga. Uwodzicie go, a jak już wam ulegnie – to przestaje już was interesować.
To wina waszej męskiej części osobowości. Umiecie prowadzić firmę, macie żądzę władzy, idziecie po trupach do celu. Odrzucacie to co jest w was kobiece i przez to macie tak skomplikowane relacje z facetami.
Męski wzorzec nie zmienił się od milionów lat! I w waszej głowie nadal jest widok takiego samca zdobywcy. Uczycie się tego od dziecka, bo najczęściej dzieci widzą ojca czasem wieczorem po pracy, a teraz najczęściej – nie widzą go w ogóle. Więc jak dzieci mają się nauczyć dobrych relacji!? Silne kobiety więc zakochują się w samotnikach, którzy reprezentują nieobecnego ojca. I tęsknicie za takim co was olewa i nawet nie zadzwoni.
Teraz inny problem. Jak ten Macho już jest i dzwoni, to szybko was to nudzi i przestaje interesować!
Kilka jest powodów.
-Zdobyty Macho, to już nie Macho, tylko zdobycz i pantoflarz. A taki ktoś przestaje być dla silnej kobiety interesujący.
-Na początku znajomości zawsze projektujemy na partnera nasze wszystkie oczekiwania i z czasem przychodzi rozczarowanie, że to nie to co sobie wyobrażamy, i szukamy dalej…
-Gdy silna kobieta naprawdę się zakocha, to budzi się w niej mała dziewczynka. Zaczyna się wtedy zachowywać jak pod wpływem narkotyków i ulega zupełnie takiemu draniowi, który ją wtedy bez skrupułów wykorzysta i bez słowa porzuci.
Nasza kultura od pokoleń przyjmuje męskie wartości jako dominujące dla obu płci. I niestety im więcej męskości w kobiecie na zewnątrz, to w 90% wiadomo, że jest bardzo zagubiona wewnętrznie.
I niestety taka Kobieta kojarzy związek z utratą niezależności i koniecznością poddania się partnerowi, staje się słodką idiotką i sama widzi bezradność jaką w niej wytwarza stan zakochania się.
Dlatego tak wiele Kobiet bardzo boi się tego uczucia i odpycha każdego, kto cokolwiek jej proponuje, bo boi się utracić to co przez ostatnie lata sobie wypracowała.
Niby drogie Panie mogłybyście korzystać z tego przywileju bycia Kobietką radosną, zabawną, ale nasz patriarchalny system widzenia świata postawi was pod pręgierzem krytyki – „ja tu poważnie zarabiam na życie itp.., a ta idiotka się tylko wdzięczy, to na pewno pustogłowie”…taki mamy stereotyp i nie ma sensu z nim walczyć, jest zbyt silny.
Dlatego Panie, aby nie wyjść publicznie na takie „blondynki”, stajecie się wyjałowionymi pracoholiczkami i nigdy nie jesteście z siebie zadowolone.
A Kobiety będące w związkach stają się bierne i bezwolne. Stajecie się sfrustrowane i niemiłe. Patrzą na to wasze dzieci, które mówią sobie – o nie!!! Ja nigdy taka/i nie będę. I tworzy się kolejne pokolenie frustratów.
Jak zwykle wygląda związek silnej Kobiety z Macho?
Jest kilka możliwości. Albo stajecie się jego ofiarą, albo szybko uciekacie. Ostatecznie jakiś czas z nim walczycie.
A co robi facet?
Albo ucieka, utwierdzając ją w zdaniu, że to był sukinsyn bez serca, który znów ją poranił. Albo zamienia się w pantoflarza i merdającego pupilka. Ciąg dalszy jest do przewidzenia…
Cóż zatem robić zapytacie?
Po pierwsze – zaakceptować siebie ze swoimi zaletami i wadami, przestańcie patrzeć na reklamy, media i znajomych.
Odkryjcie swe piękno! Jesteśmy tylko i aż ludźmi i mamy prawo żyć tak jak możemy.
Jasne, że mamy ciężkie czasy, ale tym bardziej akceptujcie, że się starzejecie, tyjecie, możecie mniej niż kiedyś. Dopiero potem można przekształcać relacje.
Uświadomcie sobie swoje słabości i czasem przyznajcie, że potrzebujecie pomocy!
Naprawdę silna osobowość ma prawo do swoich słabości. Odpuście czasem, bo i tak nigdy nie stracicie swej autonomii. Pozostawcie sprawy swemu biegowi, nie napinajcie się. Nauczcie się czerpać przyjemność z własnej samotności, nie traktujcie jej jako dramatu.
Dostrzeżcie, że mit silnego samca jest tylko częścią was samych, odkryjcie w sobie to co przenoście na facetów.
A co do facetów?
Macho są w duszy bardzo słabi i świetnie maskują to swym aroganckim zachowaniem, ale wy przecież umiecie to dostrzec! Silny facet umie przyznać się do swych błędów, uczuć i powiedzieć przepraszam. Pozwoli aby kobieta czasem mu pomogła.
Po ziemi chodzi wielu fajnych facetów, ale są ślepi lub zagubieni i puki wy, Kobiety nie zmienicie ciut swego podejścia i nie stworzycie relacji od początku, to na zawsze będziecie się wzajemnie ranić i opluwać, a czy tego naprawdę chcecie!?
20.10.2012
Aborcja mózgu
Zacznijmy od polityki.
Mamy dziś konserwatywną większość, czyli PO i PiS z przyległościami.
Te grupy, szczycą się „wartościami” narodowymi, co dla mnie już jest paranoją, bo podciągają chrześcijaństwo, jako swe korzenie, podczas gdy korzenie polskości, to religie pogańskie z kultem Peruna itp.
Więc wnioskując, ci wszyscy ludzie mają wodę w mózgach zrobioną poprzez Czarnych Magów , czyt. księży. W końcu obnoszą się jak czarnomagiczne postacie z kropidłem zamiast czarodziejskiej różdżki i uważają, że tylko ich postawy moralne są słuszne. Bardzo to egoistyczne i interesowne. Bo manipulują i opinią społeczną, i politykami, co nakręca kółko graniaste i działa wg. zasady ręka rękę myje.
Do czego zmierzam?
Ano do tego, na czym kościołowi najbardziej zależy! Bo nikim się tak dobrze nie manipuluje jak nierozładowanym frustratem. Dlatego kościół od zawsze ma na celu kontrolowanie najmocniejszych emocji, czyli w naszym przypadku, kontrola nad sexem. Dygresja – wszystkie religie jadą na tych samych emocjach, tylko formy się różnią. Bo albo masz zapanować nad sobą, jak w religiach wschodu, albo „My” zapanujemy nad Tobą, jak to jest w religiach „Zachodnich”.
No i w tych dniach powraca, bo to „dobry” czas, na zaostrzenie ustawy aborcyjnej. Która będzie równorzędna z istniejącą...w Iranie.
Współczuje Kobietom, bo, z jakiej paki, jacyś palnięci faceci, którzy chodzą na smyczy kościoła mają rządzić tym, co kobieta chce robić ze sobą!?
Że to niemoralne, że nie wolno zabijać, że ludzkie życie ponad wszystko!? Totalna bzdura! Nie jesteśmy niczym poza zwierzęciem, które poprzez swoją niewyobrażalną agresję, zawładnęło ziemią. Niszczymy, zabijamy, palimy wszystko, co mamy wokół siebie. I nic tego nie zmieni. Jest to w naszych mózgach od zawsze i nadal będzie, bo jest nam to potrzebne do przeżycia.
To właśnie jednostki, które głoszą wszechogarniającą miłość, pokój, ekologię, pacyfizm, są dla mnie najbardziej spaczone i chore psychicznie. Bo chcą zawrócić bieg ewolucji. Jasne, że jest to z góry skazane na niepowodzenie. Jasne, że nie jestem za totalną wojną, ale i tak każdy walczy z każdym o wpływy, władzę, kasę…
Ale tak jak Dawkins napisał, że nikt się nie rodzi, jako katolik, czy buddysta; tylko jest dzieckiem rodziców o określonych poglądach. Tak samo religie zatruwają dziecięce umysły, poglądami, których potem już nie da się usunąć z głów, a te osoby są święcie przekonane, że postępują słusznie.
Wracając do spraw aborcji. Jest to ten sam mechanizm. Od najmłodszych lat zatruwa się umysły ludziom i zabrania się samodzielnego myślenia. Od lat obserwuję jak proces się pogłębia. Myślicie, że wyłączenie matematyki z matury, czym było powodowane? W matematyce musisz myśleć! Jak spojrzałem na plan lekcji dla dzieci to włos się jeży! Nic konkretnego. Od robienia kalek, bo obcięto WF, a na przedmiotach humanistycznych kończąc. Zostają przedmioty religijne – religia(katolicka) i informatyka (dla wielu to też forma religii).
Żeby nie być gołosłownym, to jestem oficjalnym obserwatorem z Inst. Badań Edukacyjnych i jeżdżę po Polsce patrząc, co dzieci wypisują na testach, jakie im przygotowano. To dramat, że dziecko nie potrafi nazwać drzew, jakie rosną u niego za oknem, a absolwentka biologii myli Krwawnik z …Rabarbarem! Znam takie przypadki.
Ale wracając do tematu, a głównie tego, co chcę przekazać.
Jak Kobiety mają się bronić przed tymi stałymi zakusami na ich wolność? Mogłyby się skrzyknąć i zaprotestować, ale mamy tak politycznie rozmontowany kraj, że nie ma na to szans, aby to zaistniało. Bo ludziom u władzy pasuje poczucie samotności u podwładnych, bo wtedy mogą czasem pokazać swe wielkopańskie gesty, które i tak nic nie wnoszą.
Kolejna dygresja. Samotni ludzie nie powinni mieć dzieci. Obraz rodziny kreowany społecznie to oszustwo. Nawet mężatki to samotne matki. Tatuś służy tylko do opłacania rachunków i czasem poczyta bajkę, lub weźmie do kina, aby uciszyć sumienie. (Inna sprawa, że faceci nie powinni zajmować się małymi dziećmi, ale o tym innym razem). W tej chwili, co trzecie małżeństwo się rozpada, w innych krajach, nawet, co drugie.
Przyczyna? Instytucja małżeńska, taka do końca życia – jest sprzeczna z ewolucją. My jesteśmy seryjnie monogamiczni i w ciągu życia przechodzimy od związku do związku, który średnio trwa od 3 do 7 lat. Powyżej tych lat, są to związki poprzez zasiedzenie, poprzez konieczność wychowania następnego potomka, który zwykle wcale nie cementuje związku, a tylko pogłębia frustracje..
Problem jest w tym, co się nam wmówiło w dzieciństwie, a co potem okazuje się fikcją, w której tkwimy, mimo, że sami widzimy jej bezsens, ale doszukujemy się na zasadzie – miliony much nie mogą się mylić – jedzmy gówno!
Samoobrona kobiet, to zwyczajnie wybieranie jak najlepszego faceta, aby z nim mieć to dziecko, jeśli już ma być. To, że, na co dzień żyje z innym? Raport Kinseya (sexuolog amerykański) podaje, że ok. 34% dzieci jest nie tego ojca, który je wychowuje! Ponad 1/3! Ale problem jest, że o ile kobieta ma pewność, że to jej dziecko, to facet nigdy. Co prawda, teraz mamy badania DNA, ale kiedyś wmawiało się tym „tatusiom”, że dziecko ma takie same rysy twarzy jak ojciec, czyli oczy, nosek itp. I zaślepieni faceci w to wierzyli i nadal wierzą. Podkreślenie podobieństwa podsyca uczucia ojca do dziecka i chęć inwestowania w to dziecko. Dlatego faceci są tak zazdrośni, bo nie chcą, aby ich praca, kasa i uczucia były ładowane w kukułcze jajo. Chcą mieć pewność, że to dziecko jest ich! Ale sprytne kobiety potrafią facetów oszukać.
Temat jeszcze rozwinę, ale tekst jest bardzo długi i czas zakończyć, więc tylko jedna rada dla pań na koniec.
- Szukajcie facetów z pięknymi kobietami, a nie przystojnych facetów. To ładna partnerka podnosi status faceta.-
- Miłość jest jak św. Mikołaj. Z wiekiem przestajesz w niego wierzyć… -
8.06.2012
I ja trochę na temat Euro 2012
Nie będę się bawił w polemiki czy warto było u nas to robić czy nie..
Spójrzcie na to z punktu widzenia antropologii.
Czym taka impreza jest?
Z jednej strony opowiada się nam, że to promocja kraju, zyski z handlu itp.
Z drugiej strony, że to imprezka dla prostaków i jakby tą kasę spożytkować na inne cele, to...
A tak naprawdę, jest to, szczególnie dla facetów ich naturalna reakcja jaką się ma na myśl o zbliżającym się polowaniu.
Wracając do naszych odwiecznych atawizmów, gra jest formą polowania i o to tak naprawdę chodzi.
To dla podświadomości jest walka o przetrwanie i mimo, że się z tego śmiejemy, to jest to taki wentyl bezpieczeństwa dla Europy, bo zamiast prowadzić wojny, to rozstrzygamy terytorialne spory na arenie poprzez lepszych czy gorszych przedstawicieli grupy/stada/kraju.
Oglądając, utożsamiamy się z danym krajem i walczymy!
Tu jako odskocznia - badano, dlaczego faceci lubią pić piwo w czasie oglądania sportu.
Okazuje się, że zabijają w ten sposób wstyd, że to nie oni są na miejscu tych sportowców.
Dodatkowa kwestia związana z piwem, to, że mocno stymuluje umysły męskie, bo najbliższa dla chmielu roślina to konopie i w piwie są odpowiedniki haszyszu, co bardzo działa na stan psychiki, do tego trochę alkoholu i testosteronu z piłkarskich emocji, no i policja ma co robić..
Kończąc dzisiejszy wpis, cieszmy się czy wygramy, czy przegramy i zrozummy zachowania osobnicze i tłumu, który się napędza patrząc na skórzaną piłkę do wtóru hitu, Koko euro spoko (to, że stał się ten utwór hitem, też łatwo wytłumaczyć na zasadzie ludowych zaśpiewów, ale o tym innym razem).
Ciekawostką jest nasza grupa zespołów, bo to odwieczne sąsiedztwo i będą wyłazić też atawistyczne reakcje na Czechów a szczególnie nasze uprzedzenia wobec Rosjan. Tak, że obserwujcie i wyciągajcie wnioski z tego co będzie się działo..
_ Polska gola, taka jest kibiców wola...-
1.05.2012
Palikociarnia
Dzis Pierwszy Maja.
Historycznie jest to swięto ludzi pracy, a szczególnie Kobiet, bo wywodzi się od strajku Chicagowskich Sufrażystek, które wywalczyły 8 godzinny dzień pracy.
Tak, że nie mylcie, że to komunistyczne święto, tylko naprawdę honor oddany tym, którzy walczą o godziwe warunki pracy i zapłaty!
A teraz do tematu.
Byłem dziś razem z grupą łódzką Ruchu Palikota (już bez poparcia)na Kongresie w Sali Kongresowej w Warszawie.
Jako show, można sie trochę doczepić nagłośnienia pokazywanych materiałów filmowych, ale merytorycznie to bez zarzutu.
Wszystkie wypowiedzi bardzo wywarzone i bez wielkiego naigrywania się z chorych na władzę ludzi.
Ja wiem, że Palikota należy opluwać, bo to w tonie, ale jak to mówią: "O pozycji człowieka świadczy siła jego wrogów".
Nie bedę się nad tym rozwodził, ja go popieram, nawet zasięgnałem języka u ekonomistów i rozumiem jego podejście do emerytur, choć z bólem serca.
Pokrótce to co zaprezentował w swoim planie na najbliższe 3 lata i o co zamierza walczyć (przekładając z politycznego języka na potoczny).
- Ustawa antytransferowa - aby koncerny zakładane u nas nie doiły kraju i nie wywoziły kasy do swoich macierzystycz krajów.
- Modyfikacja Urzędów skarbowych, aby zaczeły kontrolować tych co sie uchylają od płacenia podatków.
- Bardzo dla nas ważne! (Od 3 lat tak pracuję) Likwidacja umów śmieciowych (zlecenia, o dzieło).
- Integracja ZUS i KRUS
- Podatki od wirtualnych umów bankowych typu hipoteki i kredyty, bo bankowcy wysysają nas jak mało kto.
- Budowa fabryk i miejsc pracy dla tych 5 milionów bezrobotnych!
- Wprowadzenie podatku solidarnościowego od osób o nadmiernych zarobkach.
- Prace nad energią odnawialną i energią tych milionów bezrobotynych, którzy chcą pracować!
No i prace nad pełnym zatrudnieniem, i zniesieniem nierówności społecznej.
Posłuchałem też wypowiedzi Millera, że lewica to tylko SLD i OPZZ, no niestety, ale SLD nadal jest kanapową partią już staruszków, którzy pogrożą innym palcem, ale, żeby coś zrobić...
Miller pozazdrościł fety Palikota i za rok chce zrobić spotkanie ruchów lewicy, obawiam się, że to już będzie za późno..
Obawiałem się jakichś Prawdziwych Polaków i brygad Mocheropodobnych, ale chyba były na grillu lub w kościele, i niech tak pozostanie...
29.04.2012
Philipiak
Byłem na spotkaniu agitacyjnym w firmie Philipiaka.
No po prostu ściema jak na wszystkich takich spotkaniach.
Uważajcie, bo tam bardzo przebiegle używają socjotechnik!
Naciągają ludzi, że tylko w czasie spotkania jest możliwość zakupu nie za typowe TYLKO 7 tysięcy, zestawu garnków, tylko za połowę tej ceny..
Już samo to świadczy, że te gary wcale takie cenne nie są.
Robią niby rozdanie wizytówek i nie podejrzewający nic człowiek, już jest manipulowany, bo najpierw facet wypytywał, kto jest chętny aby te gary zakupic i niby losowo, a tak naprawdę specjalnie podał tym ludziom wizytówki na których były cyfry..druga część polegała, że ma niby zalakowaną kopertę, gdzie jest "szczęśliwy Numerek", który rzecz jasna - trafiał sie tym, co już wstępnie byli zainteresowani! Bardzo sprytne!
Truł, że te garnki są tak specjalne, że kuchenki indukcyjne nie są w stanie gotować na normalnych garnkach, tylko właśnie na tych, które on prezentuje!
Masakra jacy ludzie naiwni! Jak sie zna podstawy fizyki, to sie wie, że aby było możliwe takie indukcyjne gotowanie, potrzebny jest kawałek magnesu wbudowany w gar lub do niego doczepiony! Ale prostym ludziom kto to ma wytłumaczyć?
Już nie wspomnę, że facet reklamował się ok 3 godzin, a większość przyszła bo na zaproszeniu stało, że jak ktoś wytrzyma te gadki do końca, to otrzyma czajnik bezprzewodowy. No i znów oszustwo, bo dostali, ale bzdurną suszarkę!
Ale potrafią sobie zrobić niezłe show i opychają naprawdę mase tego chlamu, który można kupic za 1/3 tej ceny, a która niczym sie od tego różnić nie będzie.
Młodzież co tam była, była w miarę krytyczna, ale starsi ludzie zarażeni hurraoptymizmem przytakiwali, że to interes życia!
Współczuje potem spłacania kredytu, ale czułem sie jak w sekcie, żadnego sprzeciwu i ON, mędrzec i guru od zdrowego żywienia..No i pan Okrasa jako twarz firmy pokazujący jak to wszystko pięknie i niesmacznie wygląda.
Życzę - Smacznego!
5.04.2012
Wegetarianizm
Oto moje, calkowicie subiektywne spojrzenie na wegetarianizm, bo zostałem w tym temacie wywołany na Facebookowej tablicy.
Z racji, że macie prawo myśleć inaczej, nie obrażę się, jak olejecie to co jest poniżej, ale miło jeśli nad tym trochę pomyślicie...
Do dzieła:
Uważam, że rozmowa z osobami które są Wege (skrót od wegetarianizm, którym sie będę posługiwał)jest na ten temat, taka sama jak z fanatykami religijnymi. Widzą tylko swoja stronę i żadne argumenty ich nie przekonają, więc z góry - nie rozmawiam na ten temat, ale, choć raz napiszę co o tym sądzę..
Tym bardziej, że sam byłem 6 lat wege, więc myślę, że mogę coś na ten temat powiedzieć.
To co napisała Kasia - wege jako dieta.. to horror, nikomu nie wolno zalecać takiej szpitalnej diety, bo po prostu jest ona nie naturalna. A i nikt, kto uważa sie za normalnego lekarza, to takiej drakońskiej rzeczy nie zaleci.
A tak ogólnie to cieszcie się, że stać was na bycie wege. Żyjecie w Europie i nie doświadczacie wschodniej azjatyckiej biedy (narazie). A i jakbyście żyli w trochę wcześniejszych czasach, to byście nie przeżyli. Dla mnie bycie wege to moda i forma egoistycznego szpanu. Bo nawet ci, których realnie nie stać na bycie wege (bo jednak jest to wcale nie tania "dieta"..)sa już tak umysłowo zaprogramowani, że nigdy się nie przyznają, że różne choroby i depresje, to wynik bycia wege. (Jasne organizmy są różne i każdy inaczej to znosi.)
Ale ja widzę u osób bedących wege zmiany psycho-medyczne spowodowane brakiem mięsa i jego przetworów, jak np: wzrost agresji..ale to już inny temat..
Jedynie nadmienie iż brak jest badań, bo jednostki mogą być wegetariańskie i nie wpłynie to na model społeczeństwa, a brak jest badań pokoleniowych, bo bardzo często dzieci wegetarian nie idą drogą rodziców, tylko wracaja do mięsa, ku rozgoryczeniu rodziców i ich ego.
Uważam, że naszym wege to się w tyłkach poprzewracało, bo ich stać na takie żarcie, wcale nie tańsze od mięsnego! A w tak chołubionej Azji zjada się psy, owady i szczury z tego powodu, że oni uwielbiają mięso, ale są tak biedni, że innego nie mają!
A jeśli nie w tyłkach, to w główkach się przewraca, bo naczytają się książek i nasłuchają pseudoguru od żywienia światłem i warzywkami, i tak dają sie otumaniać, do tego stopnia, że uznają wege jako swoją religię.
Dlatego wege to najczęściej niedoru...ne kobiety, ktore mają zaburzenia hormonalne i nadmiar oksytocyny, żywiące obsesyjną nienawiść do "brudnych" facetów, za to "kochające" zwierzątka! (Bo zwierzęciem łatwiej rządzić i ma sie w zwierzęciu substytut nieposiadanego dziecka)
A czemu faceci staja się wege!? - No jasne, że taki facet w oczach wielu kobiet staje się łakomym kąskiem, bo on taki wrażliwy na krzywdę i czuły!!!więc ideał na ojca ich dzieci (na męża niekoniecznie). I tacy faceci świetnie manipulują takimi kobitkami wege, bo mają świadomość, że to będą dobre matki dla ich dzieci, ale i tak życ dalej będą z innymi kobietami bo taka wege na żonę nie bardzo się nadaje.. (dla jasności - to są nieświadome ewolucyjne zachowania, wiec nie zaprzeczajcie, że tak nie jest..)
To taka krótka wstepna rozprawka, polemizował nie będę, bo każdy wie, że prawdy są trzy - Prawda, tyz prawda i gówno prawda..
- Truth is hate for thosethat hate the truth. -
Z racji, że macie prawo myśleć inaczej, nie obrażę się, jak olejecie to co jest poniżej, ale miło jeśli nad tym trochę pomyślicie...
Do dzieła:
Uważam, że rozmowa z osobami które są Wege (skrót od wegetarianizm, którym sie będę posługiwał)jest na ten temat, taka sama jak z fanatykami religijnymi. Widzą tylko swoja stronę i żadne argumenty ich nie przekonają, więc z góry - nie rozmawiam na ten temat, ale, choć raz napiszę co o tym sądzę..
Tym bardziej, że sam byłem 6 lat wege, więc myślę, że mogę coś na ten temat powiedzieć.
To co napisała Kasia - wege jako dieta.. to horror, nikomu nie wolno zalecać takiej szpitalnej diety, bo po prostu jest ona nie naturalna. A i nikt, kto uważa sie za normalnego lekarza, to takiej drakońskiej rzeczy nie zaleci.
A tak ogólnie to cieszcie się, że stać was na bycie wege. Żyjecie w Europie i nie doświadczacie wschodniej azjatyckiej biedy (narazie). A i jakbyście żyli w trochę wcześniejszych czasach, to byście nie przeżyli. Dla mnie bycie wege to moda i forma egoistycznego szpanu. Bo nawet ci, których realnie nie stać na bycie wege (bo jednak jest to wcale nie tania "dieta"..)sa już tak umysłowo zaprogramowani, że nigdy się nie przyznają, że różne choroby i depresje, to wynik bycia wege. (Jasne organizmy są różne i każdy inaczej to znosi.)
Ale ja widzę u osób bedących wege zmiany psycho-medyczne spowodowane brakiem mięsa i jego przetworów, jak np: wzrost agresji..ale to już inny temat..
Jedynie nadmienie iż brak jest badań, bo jednostki mogą być wegetariańskie i nie wpłynie to na model społeczeństwa, a brak jest badań pokoleniowych, bo bardzo często dzieci wegetarian nie idą drogą rodziców, tylko wracaja do mięsa, ku rozgoryczeniu rodziców i ich ego.
Uważam, że naszym wege to się w tyłkach poprzewracało, bo ich stać na takie żarcie, wcale nie tańsze od mięsnego! A w tak chołubionej Azji zjada się psy, owady i szczury z tego powodu, że oni uwielbiają mięso, ale są tak biedni, że innego nie mają!
A jeśli nie w tyłkach, to w główkach się przewraca, bo naczytają się książek i nasłuchają pseudoguru od żywienia światłem i warzywkami, i tak dają sie otumaniać, do tego stopnia, że uznają wege jako swoją religię.
Dlatego wege to najczęściej niedoru...ne kobiety, ktore mają zaburzenia hormonalne i nadmiar oksytocyny, żywiące obsesyjną nienawiść do "brudnych" facetów, za to "kochające" zwierzątka! (Bo zwierzęciem łatwiej rządzić i ma sie w zwierzęciu substytut nieposiadanego dziecka)
A czemu faceci staja się wege!? - No jasne, że taki facet w oczach wielu kobiet staje się łakomym kąskiem, bo on taki wrażliwy na krzywdę i czuły!!!więc ideał na ojca ich dzieci (na męża niekoniecznie). I tacy faceci świetnie manipulują takimi kobitkami wege, bo mają świadomość, że to będą dobre matki dla ich dzieci, ale i tak życ dalej będą z innymi kobietami bo taka wege na żonę nie bardzo się nadaje.. (dla jasności - to są nieświadome ewolucyjne zachowania, wiec nie zaprzeczajcie, że tak nie jest..)
To taka krótka wstepna rozprawka, polemizował nie będę, bo każdy wie, że prawdy są trzy - Prawda, tyz prawda i gówno prawda..
- Truth is hate for thosethat hate the truth. -
30.06.2011
Hipnoza
Straszne słowo dla wielu ludzi...
Szczególnie dla takich co obejrzeli występ Guru typu buffon Królicki, który robi kiepskie show, albo dla takich co się naczytali horrorów jak to pod wpływem hipnozy ktoś kogoś morduje...
Tymczasem...
Przeszedłem z grupka znajomych kurs hipnoterapii i zaręczam - świetne narzędzie dla terapeutów i jeszcze lepsze dla osób potrzebujących pomocy.
Ja absolutnie teraz nie uważam się od razu za znawcę i terapeutę (tak jak wielu po kursach typu Rikikiki, jak to mówie na Reiki).
Ale uważam za rzecz znacznie poszerzającą świadomość, i odmitologujacą takie prostackie podejście.
Michał, który prowadził szkolenie jest normalnym facetem i bardzo ludzkim, szczególnie pod względem zapominania, hihi..on już wie czego i gdzie zapomniał! ;-)
Opisać tego co było się nie da bo i tak za wiele i bez osobistego przekazu, to już nie to...
Podoba mi się jego podejście, że jest to narzędzie i nie ma nic wspólnego z mistyką, dlatego zamierzam pogłębić studia nad tą dziedziną i jak ktoś uważa, że nie jest do zahipnotyzowania..to niech tak uważa! ;-)
Szczególnie dla takich co obejrzeli występ Guru typu buffon Królicki, który robi kiepskie show, albo dla takich co się naczytali horrorów jak to pod wpływem hipnozy ktoś kogoś morduje...
Tymczasem...
Przeszedłem z grupka znajomych kurs hipnoterapii i zaręczam - świetne narzędzie dla terapeutów i jeszcze lepsze dla osób potrzebujących pomocy.
Ja absolutnie teraz nie uważam się od razu za znawcę i terapeutę (tak jak wielu po kursach typu Rikikiki, jak to mówie na Reiki).
Ale uważam za rzecz znacznie poszerzającą świadomość, i odmitologujacą takie prostackie podejście.
Michał, który prowadził szkolenie jest normalnym facetem i bardzo ludzkim, szczególnie pod względem zapominania, hihi..on już wie czego i gdzie zapomniał! ;-)
Opisać tego co było się nie da bo i tak za wiele i bez osobistego przekazu, to już nie to...
Podoba mi się jego podejście, że jest to narzędzie i nie ma nic wspólnego z mistyką, dlatego zamierzam pogłębić studia nad tą dziedziną i jak ktoś uważa, że nie jest do zahipnotyzowania..to niech tak uważa! ;-)
24.05.2011
Jak chcieliście to macie...
Najpierw uwagi Kasi i zespołu Refugium, a potem moja odpowiedź.
oj Dareczku, Dareczku nasz wielki naukowcu.
Przykrym jest stwierdzenie:" Tymczasem - naukowców tak naprawdę nie było, tylko część starała się łączyć naukę z własnymi imaginacjami.." Naukowców było wielu i to z konkretną wiedzą, a imaginacją jest stawianie siebie jako lepszego od innych, co czynisz w ten sposób opisując innych biorących udział w Konferencji. Wiesz czasami warto posłuchać a potem sie odnosić:) Niemiłym też jest fakt, że tworzyłeś z nami tą imprezę a teraz w bardzo niefajny sposób tłumaczysz swoje braki wiedzy.Z całym szacunkiem, ale weź się chłopie w garść i oceń takim krytycznym, wytrawnym swoim okiem sam siebie. Pozdrawiam
Katarzyna K oraz cała ekipa "Refugium".
Oki. To teraz tak...
Napisałem, że wcale się nie różnie i nie stawiam ponad innymi wykładowcami. Chodziło mi o brak fizyków i osób z pokrewnych dziedzin bo bez tego nie było żadnej dyskusji, poza wzajemnym klepaniem się po ramieniu.
Absolutnie nie cofam tego co napisałem i co myślę, bo mam odwagę powiedzieć co sądzę i myślę.
Chcecie abym to skomentował, no to proszę..
Sorry, ze będę mieszał merytorykę z prywatnymi odczuciami, ale ponoć jestem człowiekiem i jakieś emocje mam, tym bardziej, że przez lata się z towarzystwem zżyłem. Dlatego wybaczcie moje prywatne uwagi pomieszane z oficjalnymi.
-Ewidentne braki odpowiedniej reklamy, i wcale nie winię siebie, bo ja swoją działkę zrobiłem i nie mam sobie w tym nic do zarzucenia.
Niestety musiałem być w tym czasie po za Łodzią i w sumie mogłem zostać w tym czasie z chorą Mamą, a nie uganiać się i robić co mogę, aby nagrywać wystąpienia i fotografować spotkanie. (Czemu w tym czasie nikt nie pomyślał o jakimś bardziej profesjonalnym sprzęcie do rejestracji!!!???)
Dziś Józef wymyślił Dzień Miłości jako przeciwwagę dla Walentynek..no oki, ale bycie powitanym na poważnie jako Zdrajca w siedzibie, to co miałem zrobić? Nikt ze mną nie chciał porozmawiać, wszyscy zdenerwowani, od Doroty dziś rano się dowiaduję, że mam wróżyć z Tarota na tych obchodach!!! Czy Krzysiek, lub ktokolwiek inny coś mi o tym wspomniał!? NIKT, i nie mam tu sklerozy..no i jeszcze to, że z siedziby wszyscy jadą samochodem, a ty Darek, masz na bilet!? Nie komentuję..wolałem sobie pójść na miasto pospacerować niż was dziś oglądać..
Wracając do Konferencji..Kasia, kiedy się na nią przygotowałaś??? I jak wypadło twoje wystąpienie z kartki? Ja też miałem notatki, ale tylko masę informacji miałem, po to aby się nie pogubić. I tak pretensje do mnie, że bez sensu mówiłem, a musiałem wypowiedzi okroić do minimum! I to tak aby Kółka Różańcowe siedzące na sali były w stanie je wchłonąć!! Sorry za epitety, ale mnie ponosi...
A ty jesteś Psychologiem, powinnaś wykład mieć w małym palcu! i umieć się wypowiedzieć!!!
Na dodatek bez konsultacji ze mną zmieniono mi temat, bo od miesiąca nosiłem się z tematem reakcji atawistycznych w sytuacjach stresowych i działania mózgu w tym czasie, ale musiałem coś choć wspomnieć na temat tego przeżycia w ekstremalnych warunkach, na co nie bardzo miałem czas aby wszystko od nowa ustawiać do wykładu.
Wykładowcy..z sympatii, że to fajni ludzie, to powiem, że brakowało mi fizyków i dziedzin pokrewnych, a tak, nie było nikogo ścisłego!!!
Widać braki elementarnego wykształcenia fizycznego! Do podstawówki powinno się wiele osób z publiki cofnąć, rozmowy typu "pamięć krzesła".., to ja rozumiem pamięć atomu lub keramzytu, ale nie mieszajmy zaburzeń psychicznych z fizyką! To jak rozmowa o ilości diabłów na łebku od szpilki!
Bredzenie kobitek, jak to będzie pięknie i wspaniale bo końca świata nie będzie, na szczęście ukrócił Józef z Leszkiem, bo myślenie życzeniowe niestety niczego nie zmienia, tak samo jak afirmacje, ale cóż wiara jest wielka (dla wierzących)!
Kończąc temat - Bolą was moje wypowiedzi!? Bardzo dobrze, mnie też psychicznie boli, jak się ze mnie nabijacie, szczególnie Paweł, a nikomu nie chce się wystawić głowy po za swe wizje. Jak ktoś chce może wpaść do mnie zobaczyć jakie dziedziny studiuję..
Co do Konferencji, to i tak wszystko na głowie biednego Józefa, który ma dość i nie ogarnia wszystkiego a każdy chce coś ciągnąć tylko dla siebie.
Dlatego nie idzie do przodu bo każdy realnie myślący odszedł w swoją stronę, a przy Józefie jest gromada przytakiwaczy, od zawsze, robiących swe małe interesiki.
Jóź nie chce wspominać o wykładowcy wprost żebrającym o kasę, bo to wstyd (pewnie mnie wyklnie, ale cóż trzeba ponosić konsekwencje swoich działań i życia).
Ja też pewnie poniosę, na zasadzie odszczepieńca i sądu koleżeńskiego lub jakiejś takiej marionetkowej hucpy..żal i śmiech...
Sam miałem zapytać czy za swój wkład coś by mi się za pracę należało, ale chyba to pytanie nie na miejscu, ale i tak sądzę, że miłym gestem byłoby zaproszenie na wspólny skromny obiad dla wszystkich wykładowców, ale i tak znając Józefa, to i tak jest na minusie po imprezowym..
No i to tyle co chciałem powiedzieć..
Nie sądzę aby to ktoś racjonalnie przemyślał, ale przynajmniej mogę (jeszcze) się wypowiedzieć.
Pozdrawiam serdecznie i nawet nie oczekuje na odpowiedź.
Wszystkiego najlepszego z okazji DNIA MIŁOŚCI i może kiedyś ją poczujecie do innych, a nie tylko do siebie.
I jak zawsze motto na koniec..
Stałe i niezmienne: - Im większa wiara, tym płytszy umysł-
oj Dareczku, Dareczku nasz wielki naukowcu.
Przykrym jest stwierdzenie:" Tymczasem - naukowców tak naprawdę nie było, tylko część starała się łączyć naukę z własnymi imaginacjami.." Naukowców było wielu i to z konkretną wiedzą, a imaginacją jest stawianie siebie jako lepszego od innych, co czynisz w ten sposób opisując innych biorących udział w Konferencji. Wiesz czasami warto posłuchać a potem sie odnosić:) Niemiłym też jest fakt, że tworzyłeś z nami tą imprezę a teraz w bardzo niefajny sposób tłumaczysz swoje braki wiedzy.Z całym szacunkiem, ale weź się chłopie w garść i oceń takim krytycznym, wytrawnym swoim okiem sam siebie. Pozdrawiam
Katarzyna K oraz cała ekipa "Refugium".
Oki. To teraz tak...
Napisałem, że wcale się nie różnie i nie stawiam ponad innymi wykładowcami. Chodziło mi o brak fizyków i osób z pokrewnych dziedzin bo bez tego nie było żadnej dyskusji, poza wzajemnym klepaniem się po ramieniu.
Absolutnie nie cofam tego co napisałem i co myślę, bo mam odwagę powiedzieć co sądzę i myślę.
Chcecie abym to skomentował, no to proszę..
Sorry, ze będę mieszał merytorykę z prywatnymi odczuciami, ale ponoć jestem człowiekiem i jakieś emocje mam, tym bardziej, że przez lata się z towarzystwem zżyłem. Dlatego wybaczcie moje prywatne uwagi pomieszane z oficjalnymi.
-Ewidentne braki odpowiedniej reklamy, i wcale nie winię siebie, bo ja swoją działkę zrobiłem i nie mam sobie w tym nic do zarzucenia.
Niestety musiałem być w tym czasie po za Łodzią i w sumie mogłem zostać w tym czasie z chorą Mamą, a nie uganiać się i robić co mogę, aby nagrywać wystąpienia i fotografować spotkanie. (Czemu w tym czasie nikt nie pomyślał o jakimś bardziej profesjonalnym sprzęcie do rejestracji!!!???)
Dziś Józef wymyślił Dzień Miłości jako przeciwwagę dla Walentynek..no oki, ale bycie powitanym na poważnie jako Zdrajca w siedzibie, to co miałem zrobić? Nikt ze mną nie chciał porozmawiać, wszyscy zdenerwowani, od Doroty dziś rano się dowiaduję, że mam wróżyć z Tarota na tych obchodach!!! Czy Krzysiek, lub ktokolwiek inny coś mi o tym wspomniał!? NIKT, i nie mam tu sklerozy..no i jeszcze to, że z siedziby wszyscy jadą samochodem, a ty Darek, masz na bilet!? Nie komentuję..wolałem sobie pójść na miasto pospacerować niż was dziś oglądać..
Wracając do Konferencji..Kasia, kiedy się na nią przygotowałaś??? I jak wypadło twoje wystąpienie z kartki? Ja też miałem notatki, ale tylko masę informacji miałem, po to aby się nie pogubić. I tak pretensje do mnie, że bez sensu mówiłem, a musiałem wypowiedzi okroić do minimum! I to tak aby Kółka Różańcowe siedzące na sali były w stanie je wchłonąć!! Sorry za epitety, ale mnie ponosi...
A ty jesteś Psychologiem, powinnaś wykład mieć w małym palcu! i umieć się wypowiedzieć!!!
Na dodatek bez konsultacji ze mną zmieniono mi temat, bo od miesiąca nosiłem się z tematem reakcji atawistycznych w sytuacjach stresowych i działania mózgu w tym czasie, ale musiałem coś choć wspomnieć na temat tego przeżycia w ekstremalnych warunkach, na co nie bardzo miałem czas aby wszystko od nowa ustawiać do wykładu.
Wykładowcy..z sympatii, że to fajni ludzie, to powiem, że brakowało mi fizyków i dziedzin pokrewnych, a tak, nie było nikogo ścisłego!!!
Widać braki elementarnego wykształcenia fizycznego! Do podstawówki powinno się wiele osób z publiki cofnąć, rozmowy typu "pamięć krzesła".., to ja rozumiem pamięć atomu lub keramzytu, ale nie mieszajmy zaburzeń psychicznych z fizyką! To jak rozmowa o ilości diabłów na łebku od szpilki!
Bredzenie kobitek, jak to będzie pięknie i wspaniale bo końca świata nie będzie, na szczęście ukrócił Józef z Leszkiem, bo myślenie życzeniowe niestety niczego nie zmienia, tak samo jak afirmacje, ale cóż wiara jest wielka (dla wierzących)!
Kończąc temat - Bolą was moje wypowiedzi!? Bardzo dobrze, mnie też psychicznie boli, jak się ze mnie nabijacie, szczególnie Paweł, a nikomu nie chce się wystawić głowy po za swe wizje. Jak ktoś chce może wpaść do mnie zobaczyć jakie dziedziny studiuję..
Co do Konferencji, to i tak wszystko na głowie biednego Józefa, który ma dość i nie ogarnia wszystkiego a każdy chce coś ciągnąć tylko dla siebie.
Dlatego nie idzie do przodu bo każdy realnie myślący odszedł w swoją stronę, a przy Józefie jest gromada przytakiwaczy, od zawsze, robiących swe małe interesiki.
Jóź nie chce wspominać o wykładowcy wprost żebrającym o kasę, bo to wstyd (pewnie mnie wyklnie, ale cóż trzeba ponosić konsekwencje swoich działań i życia).
Ja też pewnie poniosę, na zasadzie odszczepieńca i sądu koleżeńskiego lub jakiejś takiej marionetkowej hucpy..żal i śmiech...
Sam miałem zapytać czy za swój wkład coś by mi się za pracę należało, ale chyba to pytanie nie na miejscu, ale i tak sądzę, że miłym gestem byłoby zaproszenie na wspólny skromny obiad dla wszystkich wykładowców, ale i tak znając Józefa, to i tak jest na minusie po imprezowym..
No i to tyle co chciałem powiedzieć..
Nie sądzę aby to ktoś racjonalnie przemyślał, ale przynajmniej mogę (jeszcze) się wypowiedzieć.
Pozdrawiam serdecznie i nawet nie oczekuje na odpowiedź.
Wszystkiego najlepszego z okazji DNIA MIŁOŚCI i może kiedyś ją poczujecie do innych, a nie tylko do siebie.
I jak zawsze motto na koniec..
Stałe i niezmienne: - Im większa wiara, tym płytszy umysł-
23.05.2011
Mój wykład
Proszono mnie abym jakoś udostępnił to co powiedziałem na konferencji nt. roku 2012.
Poniżej umieszczam notatki z których zbudowałem swe wystąpienie.
Jasne, że często są to skróty myślowe, ale dadzą obraz tego co sądze o możliwościach życia na naszej planecie oraz zagrożeniach jakie mogą nas dotknąć..
Dwie wizje katastroficzne w jakich może znaleźć się człowiek.
- Jeden to katastrofa ze strony wewnętrznej, czyli ekologiczne załamanie się równowagi w przyrodzie. (Ruchy płyt tektonicznych oraz użytkowanie gospodarki.)
- Drugi to możliwości zewnętrzne, czyli uderzenie meteorytu/asteroidy lub promieniowanie Gamma.
Wnioski końcowe na teraz czyli optymistyczne rokowania.
-----------------------------------------------------------------
- Nauka przewiduje stopienie się kontynentów w jedną całość PANGEA PROXIMA.
Kształt owalny z pozostałościami Oceanu Indyjskiego w środku, oraz 2/3 planety pokryte oceanem.
Skutki ruchów już są widoczne – Ameryka się rozsuwa a Afryka zbliża do europy. Widać to po ruchach wulkanicznych w Hiszpanii i we Włoszech.
W ciągu 500 lat było ponad 700 trzęsień ziemi w Europie!
To samo dzieje się w Japonii i na Oceanie indyjskim.
Zmiany jakie nastąpią w wyniku ruchów pływów:
Ekstremalne zjawiska pogodowe, gdyż Słońce zwiększy swą aktywność i temp się podniesie średnio o ok. 8 stopni.
Co spowoduje długotrwałe susze w środku kontynentu, dodatkowo stałe zwiększenie emisji CO2 do atmosfery, który absorbuje energię słońca i dodatkowo ogrzeje ziemię.
Stopią się lodowce, bo średnia temperatura na ziemi to będzie ponad 50 st. Celsjusza! I w środku Pangei w ogóle nie będzie padał deszcz!
Za to na Obrzeżach subkontynentu będą stałe deszcze do 3 cm sześć. Co dzień przez 3 miesiące.
Temperatura wody będzie w granicach 40 stopni Celsjusza. A jeśli temp wody przekracza 26 st. Tworzą się Huragany, wiec efektem będą wiatry 3 krotnie większe niż Katerina o prędkości ponad 300km/h.
Ten ocean nie będzie chłodził ziemi tak jak obecnie prądy morskie.
Życie na takim terenie – najprawdopodobniej to gady, znów opanują świat tak jak kiedyś dinozaury. Są one dobrze przystosowane do takiego klimatu, szczególnie że płyny czerpią z pożywienia i nie muszą dodatków pić.
Rośliny to głównie kaktusy poprzez kolce zaburzają przepływ powietrza co chłodzi roślinę.
Wybrzeża będą zamieszkane przez kraby. Zaniknie 95% obecnych form życia.
Powolnie poprzez wzrost temp będą ginąć rośliny -> zginą roślinożercy -> zginą mięsożercy.
Nastąpi wyparowanie oceanów i temp ziemi wzrośnie do 500 st Celsjusza.
LUDZIE
Najlepiej dostosowani są padlinożercy włącznie z człowiekiem..
Mieliśmy w czasie naszej ewolucji wielką katastrofę co spowodowało efekt wąskiego gardła i wszyscy mamy bardzo podobny kod DNA, (stado szympansów ma bardziej różne DNA niż cała ludzkość). Było to ok. 200 tys lat temu.
Od tamtej pory ewolucja niewiele nas zmieniła. Teraz zmierzamy w kierunku powiększenia czaszki oraz wzrostu, w zaniku zęby pazury i włosy, bo nie są potrzebne.
Jedzenie to papki szkodliwe dla zębów i zdrowia i czeka nas przetwarzanie owadów jako cenne białko a ponad 1200 gatunków owadów nadaje się jako źródło białka.
- Z zagrożeń zewnętrznych na początek – PROMIENIOWANIE GAMMA – nie znamy jego przyczyn, ale najpewniej jest w wyniku wybuchu gwiazdy supernowej.
Taki wybuch był w pobliżu ziemi w czasach przed Dinozaurami, wtedy wybił wszystkie Trylobity.
Teraz taki wybuch zniszczyłby 80% ludności, oraz unieczynnił wszystkie komputery.
OKRESY WIELKIEGO WYMIERANIA – co 62 miliony lat, i teraz wchodzimy w taka fazę, co wiąże się z ruchem naszej drogi mlecznej. Jak jesteśmy wewnątrz galaktyki to chroni nas prom. Elektromagnetyczne. Ale teraz wysuwamy się na obrzeże i wchodzimy w kosmiczną chmurę gazu (obłok Magellana?), która jest niszcząca dla życia. Jedyny ratunek to zmiana adresu..
ASTEROIDY
Jeśli jakaś się pojawi w pobliżu ziemi to mamy 3 sposoby obrony:
- rozsadzenie jej bronią- zmiana jej toru ruchu (napęd rakietowy, lub odchył grawitacyjny)
- użycie słońca aby odparowała (lód) i zmieniła tor lotu
Wystarczy skała wielkości ok. 5 km aby ludzkość znikła.
(Meteor tunguski miał ok. 20 m a powalił 80 mil drzew)
(Wymarcie dinozaurów – asteroida wielkości 10 km)
Efekty:
Fala uderzeniowa – bańka powietrza w ruchu szybszym niż dźwięk.
Pożary – szczególnie lasy. Szybko przechodzące w zimno i kwaśne deszcze.
Wyginanie z powodu zimna i braku pożywienia. Jedynie padlinożercy mają się dobrze.
Chmury pyłu – sprawią atak długiej zimy.
Adnotacja na temat Elektrowni atomowych.
- Dużo większym zagrożeniem jest dalsze używanie paliw kopalnych niż elektrownie atomowe.
Gaz łupkowy jest zagrożeniem ekologicznym, a i tak nie mamy innego wyjścia aby produkować energię! Każda niesie ryzyko. Paliwa kopalne niosą zagrożenie związane z globalnym ociepleniem.
Mówi się ze nie potrafimy panować nad energią atomową – to tak jakby powiedzieć że silniki odrzutowe są za szybkie i musimy zaprzestać ich rozwoju!
Najbliższa przyszłość:
- wymieszanie się kultur do 2050 roku. Będzie nas już 9 miliardów, choć przeludnienie to mit, problemem jest tylko to, aby czymś tych ludzi zająć aby się nie nudzili.
- Transplantologia – będą dostępne prawie wszystkie części wymienne dla organizmu, poza mózgiem (laboratoria lub w zwierzętach)
- Zaburzenie bliskości i rozwój sexu wirtualnego, mamy nastawienie tylko na rezultat i rozrost dewiacji i patologii. Sex z robotami.
- Płodność jest wyznacznikiem kobiecego wyglądu, dlatego preferowane będą coraz tłuściejsze i niższe kobiety.
- Większość kobiet to niestabilne emocjonalnie neurotyczki i takie geny są przekazywane dalej – nie wesoło wygląda to dla panów..
- Żywność – 1200 gatunków owadów to świetne źródło białka!
ONZ ostrzega, że globalna konsumpcja zasobów naturalnych wzrośnie do 127 miliardów ton rocznie w ciągu następnych czterdziestu lat - donosi news.com.au.
Na wzrost zużycia zasobów ma wpływ przede wszystkim fakt, że w 2050 liczba ludności będzie wynosiła ponad 9 mld. Bogate kraje zużywają obecnie 16 ton surowców na osobę. W 2050 będzie to 40 ton.
Terrorystyczne zagrożenie skażenia żywności poprzez bakterie e.coli, kadm, cez.
Kilka kropel rycyny czy botuliny skazi cysternę mleka!
PLUSY
Tak naprawdę nigdy nie żyło się nam lepiej!
Każdy wskaźnik warunków życia – jest powyżej standardu!
Tak naprawdę każde państwo im jest bogatsze tym bardziej jest czystsze i zdrowsze a świadomość ekologiczna jest najwyższa.
Narzekamy na ubóstwo, choroby i udręki w Afryce i Azji, ale popatrzmy na postępy jakie uczyniliśmy!
Dzięki rozwojowi rolnictwa i handlowi ceny żywności spadły od tal 60 tych o 75%!
Odsetek ludzi w skrajnej nędzy zmniejszył się z 16% w latach 70tych, do 6% obecnie!A w roku 1820 – 84% ludzi żyło w skrajnej nędzy.
W tej chwili głód jest tylko w krajach skorumpowanych elit, które odrzucają gospodarkę globalna.
Porównując: w średniowieczu był szczęśliwy każdy kto dożył 30 urodzin!
Po rewolucji przemysłowej długość życia wzrosła do ok. 36 lat. Teraz średnia długość życia to 78 lat!
Często powtarza się tezę że w skutek zanieczyszczeń żyje się niebezpiecznie, ale umieralność przed uprzemysłowieniem dzieci była ok. 200 na tysiąc a teraz jest ok. 50 na tysiąc.
Inny mit to że trwonimy zasoby naturalne. Teraz z tony węgla produkuje się ponad 12 razy więcej prądu niż 100 lat temu.
Hektar ziemi dostarcza dziś dużo więcej żywności niż nawet 10 lat temu. Dzięki temu ograniczono pola uprawne i sadzi się więcej lasów.
Globalne ocieplenie – powinno się je zaakceptować i przystosować się do istniejących warunków. Uważam iż jeśli pozwolimy gospodarkom swobodnie się rozwijać tak jak teraz to a 50 lat będziemy mogli zapomnieć o AIDS, niedożywieniu. Ludzkość zaspokoi swe potrzeby i zwróci przyrodzie zabrane dobra. O ile człowiek nie będzie aż tak zachłanny. Cieszmy się z tego co zrobiliśmy i czasem zapomnijmy o terroryzmie, przestępczości i destabilizacji społecznej.
Poniżej umieszczam notatki z których zbudowałem swe wystąpienie.
Jasne, że często są to skróty myślowe, ale dadzą obraz tego co sądze o możliwościach życia na naszej planecie oraz zagrożeniach jakie mogą nas dotknąć..
Dwie wizje katastroficzne w jakich może znaleźć się człowiek.
- Jeden to katastrofa ze strony wewnętrznej, czyli ekologiczne załamanie się równowagi w przyrodzie. (Ruchy płyt tektonicznych oraz użytkowanie gospodarki.)
- Drugi to możliwości zewnętrzne, czyli uderzenie meteorytu/asteroidy lub promieniowanie Gamma.
Wnioski końcowe na teraz czyli optymistyczne rokowania.
-----------------------------------------------------------------
- Nauka przewiduje stopienie się kontynentów w jedną całość PANGEA PROXIMA.
Kształt owalny z pozostałościami Oceanu Indyjskiego w środku, oraz 2/3 planety pokryte oceanem.
Skutki ruchów już są widoczne – Ameryka się rozsuwa a Afryka zbliża do europy. Widać to po ruchach wulkanicznych w Hiszpanii i we Włoszech.
W ciągu 500 lat było ponad 700 trzęsień ziemi w Europie!
To samo dzieje się w Japonii i na Oceanie indyjskim.
Zmiany jakie nastąpią w wyniku ruchów pływów:
Ekstremalne zjawiska pogodowe, gdyż Słońce zwiększy swą aktywność i temp się podniesie średnio o ok. 8 stopni.
Co spowoduje długotrwałe susze w środku kontynentu, dodatkowo stałe zwiększenie emisji CO2 do atmosfery, który absorbuje energię słońca i dodatkowo ogrzeje ziemię.
Stopią się lodowce, bo średnia temperatura na ziemi to będzie ponad 50 st. Celsjusza! I w środku Pangei w ogóle nie będzie padał deszcz!
Za to na Obrzeżach subkontynentu będą stałe deszcze do 3 cm sześć. Co dzień przez 3 miesiące.
Temperatura wody będzie w granicach 40 stopni Celsjusza. A jeśli temp wody przekracza 26 st. Tworzą się Huragany, wiec efektem będą wiatry 3 krotnie większe niż Katerina o prędkości ponad 300km/h.
Ten ocean nie będzie chłodził ziemi tak jak obecnie prądy morskie.
Życie na takim terenie – najprawdopodobniej to gady, znów opanują świat tak jak kiedyś dinozaury. Są one dobrze przystosowane do takiego klimatu, szczególnie że płyny czerpią z pożywienia i nie muszą dodatków pić.
Rośliny to głównie kaktusy poprzez kolce zaburzają przepływ powietrza co chłodzi roślinę.
Wybrzeża będą zamieszkane przez kraby. Zaniknie 95% obecnych form życia.
Powolnie poprzez wzrost temp będą ginąć rośliny -> zginą roślinożercy -> zginą mięsożercy.
Nastąpi wyparowanie oceanów i temp ziemi wzrośnie do 500 st Celsjusza.
LUDZIE
Najlepiej dostosowani są padlinożercy włącznie z człowiekiem..
Mieliśmy w czasie naszej ewolucji wielką katastrofę co spowodowało efekt wąskiego gardła i wszyscy mamy bardzo podobny kod DNA, (stado szympansów ma bardziej różne DNA niż cała ludzkość). Było to ok. 200 tys lat temu.
Od tamtej pory ewolucja niewiele nas zmieniła. Teraz zmierzamy w kierunku powiększenia czaszki oraz wzrostu, w zaniku zęby pazury i włosy, bo nie są potrzebne.
Jedzenie to papki szkodliwe dla zębów i zdrowia i czeka nas przetwarzanie owadów jako cenne białko a ponad 1200 gatunków owadów nadaje się jako źródło białka.
- Z zagrożeń zewnętrznych na początek – PROMIENIOWANIE GAMMA – nie znamy jego przyczyn, ale najpewniej jest w wyniku wybuchu gwiazdy supernowej.
Taki wybuch był w pobliżu ziemi w czasach przed Dinozaurami, wtedy wybił wszystkie Trylobity.
Teraz taki wybuch zniszczyłby 80% ludności, oraz unieczynnił wszystkie komputery.
OKRESY WIELKIEGO WYMIERANIA – co 62 miliony lat, i teraz wchodzimy w taka fazę, co wiąże się z ruchem naszej drogi mlecznej. Jak jesteśmy wewnątrz galaktyki to chroni nas prom. Elektromagnetyczne. Ale teraz wysuwamy się na obrzeże i wchodzimy w kosmiczną chmurę gazu (obłok Magellana?), która jest niszcząca dla życia. Jedyny ratunek to zmiana adresu..
ASTEROIDY
Jeśli jakaś się pojawi w pobliżu ziemi to mamy 3 sposoby obrony:
- rozsadzenie jej bronią- zmiana jej toru ruchu (napęd rakietowy, lub odchył grawitacyjny)
- użycie słońca aby odparowała (lód) i zmieniła tor lotu
Wystarczy skała wielkości ok. 5 km aby ludzkość znikła.
(Meteor tunguski miał ok. 20 m a powalił 80 mil drzew)
(Wymarcie dinozaurów – asteroida wielkości 10 km)
Efekty:
Fala uderzeniowa – bańka powietrza w ruchu szybszym niż dźwięk.
Pożary – szczególnie lasy. Szybko przechodzące w zimno i kwaśne deszcze.
Wyginanie z powodu zimna i braku pożywienia. Jedynie padlinożercy mają się dobrze.
Chmury pyłu – sprawią atak długiej zimy.
Adnotacja na temat Elektrowni atomowych.
- Dużo większym zagrożeniem jest dalsze używanie paliw kopalnych niż elektrownie atomowe.
Gaz łupkowy jest zagrożeniem ekologicznym, a i tak nie mamy innego wyjścia aby produkować energię! Każda niesie ryzyko. Paliwa kopalne niosą zagrożenie związane z globalnym ociepleniem.
Mówi się ze nie potrafimy panować nad energią atomową – to tak jakby powiedzieć że silniki odrzutowe są za szybkie i musimy zaprzestać ich rozwoju!
Najbliższa przyszłość:
- wymieszanie się kultur do 2050 roku. Będzie nas już 9 miliardów, choć przeludnienie to mit, problemem jest tylko to, aby czymś tych ludzi zająć aby się nie nudzili.
- Transplantologia – będą dostępne prawie wszystkie części wymienne dla organizmu, poza mózgiem (laboratoria lub w zwierzętach)
- Zaburzenie bliskości i rozwój sexu wirtualnego, mamy nastawienie tylko na rezultat i rozrost dewiacji i patologii. Sex z robotami.
- Płodność jest wyznacznikiem kobiecego wyglądu, dlatego preferowane będą coraz tłuściejsze i niższe kobiety.
- Większość kobiet to niestabilne emocjonalnie neurotyczki i takie geny są przekazywane dalej – nie wesoło wygląda to dla panów..
- Żywność – 1200 gatunków owadów to świetne źródło białka!
ONZ ostrzega, że globalna konsumpcja zasobów naturalnych wzrośnie do 127 miliardów ton rocznie w ciągu następnych czterdziestu lat - donosi news.com.au.
Na wzrost zużycia zasobów ma wpływ przede wszystkim fakt, że w 2050 liczba ludności będzie wynosiła ponad 9 mld. Bogate kraje zużywają obecnie 16 ton surowców na osobę. W 2050 będzie to 40 ton.
Terrorystyczne zagrożenie skażenia żywności poprzez bakterie e.coli, kadm, cez.
Kilka kropel rycyny czy botuliny skazi cysternę mleka!
PLUSY
Tak naprawdę nigdy nie żyło się nam lepiej!
Każdy wskaźnik warunków życia – jest powyżej standardu!
Tak naprawdę każde państwo im jest bogatsze tym bardziej jest czystsze i zdrowsze a świadomość ekologiczna jest najwyższa.
Narzekamy na ubóstwo, choroby i udręki w Afryce i Azji, ale popatrzmy na postępy jakie uczyniliśmy!
Dzięki rozwojowi rolnictwa i handlowi ceny żywności spadły od tal 60 tych o 75%!
Odsetek ludzi w skrajnej nędzy zmniejszył się z 16% w latach 70tych, do 6% obecnie!A w roku 1820 – 84% ludzi żyło w skrajnej nędzy.
W tej chwili głód jest tylko w krajach skorumpowanych elit, które odrzucają gospodarkę globalna.
Porównując: w średniowieczu był szczęśliwy każdy kto dożył 30 urodzin!
Po rewolucji przemysłowej długość życia wzrosła do ok. 36 lat. Teraz średnia długość życia to 78 lat!
Często powtarza się tezę że w skutek zanieczyszczeń żyje się niebezpiecznie, ale umieralność przed uprzemysłowieniem dzieci była ok. 200 na tysiąc a teraz jest ok. 50 na tysiąc.
Inny mit to że trwonimy zasoby naturalne. Teraz z tony węgla produkuje się ponad 12 razy więcej prądu niż 100 lat temu.
Hektar ziemi dostarcza dziś dużo więcej żywności niż nawet 10 lat temu. Dzięki temu ograniczono pola uprawne i sadzi się więcej lasów.
Globalne ocieplenie – powinno się je zaakceptować i przystosować się do istniejących warunków. Uważam iż jeśli pozwolimy gospodarkom swobodnie się rozwijać tak jak teraz to a 50 lat będziemy mogli zapomnieć o AIDS, niedożywieniu. Ludzkość zaspokoi swe potrzeby i zwróci przyrodzie zabrane dobra. O ile człowiek nie będzie aż tak zachłanny. Cieszmy się z tego co zrobiliśmy i czasem zapomnijmy o terroryzmie, przestępczości i destabilizacji społecznej.
22.05.2011
Na gorąco...
Właśnie zakończyły się Konfrontacje naukowców, astrologów i jasnowidzów na temat roku 2012..
Sam miałem tam swe wystąpienie, ale o tym potem..
Tymczasem - naukowców tak naprawdę nie było, tylko część starała się łączyć naukę z własnymi imaginacjami, no ale taka ich wola. Sam nie odbiegam od tego stwierdzenia.
Moje wnioski najpierw, potem odczucia.
Wniosek jest jeden - każda liszka swój ogonek chwali, i za nic nie zmieni swego podejścia.
Co prawda były to konfrontacje, więc każdy ma prawo powiedzieć co chce, z czego skorzystałem.
Miałem narzucony temat - Jak przetrwać w extremalnych warunkach.
Ale to nie temat dla mnie, więc zacząłem zaprzeczeniem samego siebie, ze i tak nie przetrwamy, ale dalej opisałem to co mówi nauka, o dalszym naszym istnieniu i jako planety i jako ludzkości. No jasne, że wizje są pesymistyczne, ale doczepiono się i oburzono, jak to ja mogę propagować energie atomową..ech, pożyjemy zobaczymy.. Niby wkładano mi do głowy o zimnej fuzji, o źródłach geotermalnych, o pozyskiwaniu energii ze słońca, ale jak na razie są to wysoko nakładowe źródła nie bardzo opłacalne ekonomicznie i ekologicznie.
My opanowaliśmy atom, tyle, że nie opanowaliśmy warunków jakie przydarzają się niespodziewanie.
Przykładem jest Fukushima. Jest tam 6 reaktorów i miejsce jest świetne, tyle, że nie przewidziano tak silnego Tsunami, no i wylało się tyle napromieniowanej wody, że przekroczyło to tysiąckrotnie roczną normę..
No i co??? I tak musimy z tym żyć i nic z tym już nie zrobimy.
Zakończyłem, że najważniejsze to aby dać się rozwijać spokojnie gospodarkom i zaakceptować sytuację w jakiej przyszło nam żyć, a i tak żyje nam się bardzo dobrze i tylko ludzki egoizm i zachłanność nam przeszkadza w spokojnym rozwoju.
Bardzo byłem dumny, z tego iż jedna(tylko) Pani wyszła z mojego wykładu, i tylko podczas mego wystąpienia, bo jak zawsze wsadziłem kij w mrowisko, co tez zamierzam dalej, o ile mnie jeszcze dopuszczą do głosu :-) !!!
Z innych osób to tylko pan Kaczorowski zrobił furorę swoim pokazem estradowej hipnozy, co nie jest jakimś wyczynem, ale widać, że to sprawny showman a ciekawsze wizje mieliśmy w czasie zajęć szkolnego Doskonalenia Umysłu.
No ale fajnie, że mimo wszystko impreza się odbyła i oby tak dalej!
Motto:
- Więcej tolerancji i mniej nawiedzenia..-
Sam miałem tam swe wystąpienie, ale o tym potem..
Tymczasem - naukowców tak naprawdę nie było, tylko część starała się łączyć naukę z własnymi imaginacjami, no ale taka ich wola. Sam nie odbiegam od tego stwierdzenia.
Moje wnioski najpierw, potem odczucia.
Wniosek jest jeden - każda liszka swój ogonek chwali, i za nic nie zmieni swego podejścia.
Co prawda były to konfrontacje, więc każdy ma prawo powiedzieć co chce, z czego skorzystałem.
Miałem narzucony temat - Jak przetrwać w extremalnych warunkach.
Ale to nie temat dla mnie, więc zacząłem zaprzeczeniem samego siebie, ze i tak nie przetrwamy, ale dalej opisałem to co mówi nauka, o dalszym naszym istnieniu i jako planety i jako ludzkości. No jasne, że wizje są pesymistyczne, ale doczepiono się i oburzono, jak to ja mogę propagować energie atomową..ech, pożyjemy zobaczymy.. Niby wkładano mi do głowy o zimnej fuzji, o źródłach geotermalnych, o pozyskiwaniu energii ze słońca, ale jak na razie są to wysoko nakładowe źródła nie bardzo opłacalne ekonomicznie i ekologicznie.
My opanowaliśmy atom, tyle, że nie opanowaliśmy warunków jakie przydarzają się niespodziewanie.
Przykładem jest Fukushima. Jest tam 6 reaktorów i miejsce jest świetne, tyle, że nie przewidziano tak silnego Tsunami, no i wylało się tyle napromieniowanej wody, że przekroczyło to tysiąckrotnie roczną normę..
No i co??? I tak musimy z tym żyć i nic z tym już nie zrobimy.
Zakończyłem, że najważniejsze to aby dać się rozwijać spokojnie gospodarkom i zaakceptować sytuację w jakiej przyszło nam żyć, a i tak żyje nam się bardzo dobrze i tylko ludzki egoizm i zachłanność nam przeszkadza w spokojnym rozwoju.
Bardzo byłem dumny, z tego iż jedna(tylko) Pani wyszła z mojego wykładu, i tylko podczas mego wystąpienia, bo jak zawsze wsadziłem kij w mrowisko, co tez zamierzam dalej, o ile mnie jeszcze dopuszczą do głosu :-) !!!
Z innych osób to tylko pan Kaczorowski zrobił furorę swoim pokazem estradowej hipnozy, co nie jest jakimś wyczynem, ale widać, że to sprawny showman a ciekawsze wizje mieliśmy w czasie zajęć szkolnego Doskonalenia Umysłu.
No ale fajnie, że mimo wszystko impreza się odbyła i oby tak dalej!
Motto:
- Więcej tolerancji i mniej nawiedzenia..-
1.05.2011
Modlitwa
Krótka modlitwa:
- Święcicielu własnych pomników, szkół i ulic...
- Przedmiocie kultu jednostki...
- Hipokryto...
- Kłamco prawd biblijnych...
- Wrogu antykoncepcji...
- Mnożycielowi HIV...
- Dyskryminatorze mniejszości oraz kobiet...
- Przyjacielu dyktatorów (dla własnej sławy i kasy)...
- Patronie Pedofili...
- Głowo Opus Dei i Escrivy...
- Obrońco i pocieszycielu przestępców i dewiantów...
- Patronie watykańskiej mafii finansowej...
- Utajniaczu dekretów przeciw ludzkości...
- Chory człowieku leczący się preparatami z ludzkich embrionów...
- Przeciwniku jakiejkolwiek swobody i radości...
- Populisto bez konkretnego celu...
- Ty który zrujnowałeś życie kobiecie Twego życia...
- Prosty człowieczku z góralskiej wsi...
OD DZIŚ JAKO ŚWIĘTY MÓDL SIĘ ZA NIMI, za mnie nie musisz, i tak nie chcę być tam gdzie ty niby jesteś...
Z pozdrawianiami dla JP2.
Z pomocą FiM.
- Święcicielu własnych pomników, szkół i ulic...
- Przedmiocie kultu jednostki...
- Hipokryto...
- Kłamco prawd biblijnych...
- Wrogu antykoncepcji...
- Mnożycielowi HIV...
- Dyskryminatorze mniejszości oraz kobiet...
- Przyjacielu dyktatorów (dla własnej sławy i kasy)...
- Patronie Pedofili...
- Głowo Opus Dei i Escrivy...
- Obrońco i pocieszycielu przestępców i dewiantów...
- Patronie watykańskiej mafii finansowej...
- Utajniaczu dekretów przeciw ludzkości...
- Chory człowieku leczący się preparatami z ludzkich embrionów...
- Przeciwniku jakiejkolwiek swobody i radości...
- Populisto bez konkretnego celu...
- Ty który zrujnowałeś życie kobiecie Twego życia...
- Prosty człowieczku z góralskiej wsi...
OD DZIŚ JAKO ŚWIĘTY MÓDL SIĘ ZA NIMI, za mnie nie musisz, i tak nie chcę być tam gdzie ty niby jesteś...
Z pozdrawianiami dla JP2.
Z pomocą FiM.
11.03.2011
Tak na szybko...
Po pierwsze - szok co sie dzieje w Japonii..niestety można sie tego spodziewać.. to tak samo jak pisałem o Kubicy - ryzyko wpisane w zawód. Tak samo japończycy, wiedzą gdzie mieszkają.
Ja dał bym spokój z teoriami Wielkiego Księżyca, ale nie można nie zauważyć ostatnich uderzeń wiatru słonecznego, który jest w stanie poruszyć ziemskimi płytami tektonicznymi. No i poruszył..mamy ogromne Tsunami, masę zabitych oraz destabilizacje trzeciej potęgi gospodarczej na świecie.
Odzew będzie natychmiastowy. Od razu będzie to pretekstem do podwyżek cen i ogólnego straszenia nas wszystkimi mechanizmami włącznie z przebiegunowaniem ziemi, które dzieje się co jakiś czas i tak naprawdę nic się nie dzieje.
Fajnie za to jest się wzajemnie postraszyć i mieć temat do spekulacji oraz zarabiania kasy na naiwnych.
To tak jak z rokiem 2012tym..nikt nie pomyśli, że układa się kalendarz okresami, np. po 50 lat. No i tak ułożono Inkaski czy też plemienia Majów kalendarz. Niestety nastąpił najazd Cortazara, który wyniszczył plemiona i zwyczajnie nie zdążono dalej napisać tego kalendarza.
Jak wiecie nasz mózg potrzebuje stale nowej pożywki i jak nie ma realnego zagrożenia to je sobie sam tworzy, aby nie było nam za bezpiecznie.
(Właśnie przed chwilą wszedłem do domu, zamknąłem drzwi a tu za chwilę ktoś z zewnątrz mi szarpie za klamkę i po chwili ucieka..fajnie się teraz czuję..mieszkam w bramie na parterze, w okolicach monopolowego, więc okolica nie jest za miła..)
Kończąc temat, bardzo współczuję Japończykom, jestem z nimi psychicznie złączony, więc tym bardziej wypatruje sygnałów z miejsca zdarzeń.
Początek dla astrologów - 11.03.2011 g 14.46 czas Tokio.
Teraz z naszego podwórka..wkurza mnie akcja katolickich aptekarzy, którzy chcą, aby nie wydawać w ich aptekach środków antykoncepcyjnych i prezerwatyw...
Moje zdanie jest takie - jeśli jest to niezgodne z sumieniem takiej osoby, to niech szuka innej pracy! Idąc na farmakologię decydowała się na to że będzie miała z czymś takim kontakt!
To nie jest w gestii aptekarzyka, aby decydować za lekarza!I nie zawsze chodzi o zapobieganie ciąży, co o leczenie stanów chorobowych poprzez dawki hormonów, i co? Taki Aptekarz powie, że on nie sprzeda takiego środka?
To tak jakby wojującego abstynenta zatrudnić w sklepie monopolowym, taki sam bezsens.
Niech tylko zobaczę taką aptekę! Nie tylko będę ją omijał z daleka, albo nie..specjalnie będę tam chodził po gumki i już sobie z takim sprzedawcą pogadam!
Tymczasem znów wracam do Radomia, bo z mama kiepsko i trzeba ją wspomóc choć psychicznie, bo rak nie tylko zżera ciało, umysł także...
-Czuwaj!-
Ja dał bym spokój z teoriami Wielkiego Księżyca, ale nie można nie zauważyć ostatnich uderzeń wiatru słonecznego, który jest w stanie poruszyć ziemskimi płytami tektonicznymi. No i poruszył..mamy ogromne Tsunami, masę zabitych oraz destabilizacje trzeciej potęgi gospodarczej na świecie.
Odzew będzie natychmiastowy. Od razu będzie to pretekstem do podwyżek cen i ogólnego straszenia nas wszystkimi mechanizmami włącznie z przebiegunowaniem ziemi, które dzieje się co jakiś czas i tak naprawdę nic się nie dzieje.
Fajnie za to jest się wzajemnie postraszyć i mieć temat do spekulacji oraz zarabiania kasy na naiwnych.
To tak jak z rokiem 2012tym..nikt nie pomyśli, że układa się kalendarz okresami, np. po 50 lat. No i tak ułożono Inkaski czy też plemienia Majów kalendarz. Niestety nastąpił najazd Cortazara, który wyniszczył plemiona i zwyczajnie nie zdążono dalej napisać tego kalendarza.
Jak wiecie nasz mózg potrzebuje stale nowej pożywki i jak nie ma realnego zagrożenia to je sobie sam tworzy, aby nie było nam za bezpiecznie.
(Właśnie przed chwilą wszedłem do domu, zamknąłem drzwi a tu za chwilę ktoś z zewnątrz mi szarpie za klamkę i po chwili ucieka..fajnie się teraz czuję..mieszkam w bramie na parterze, w okolicach monopolowego, więc okolica nie jest za miła..)
Kończąc temat, bardzo współczuję Japończykom, jestem z nimi psychicznie złączony, więc tym bardziej wypatruje sygnałów z miejsca zdarzeń.
Początek dla astrologów - 11.03.2011 g 14.46 czas Tokio.
Teraz z naszego podwórka..wkurza mnie akcja katolickich aptekarzy, którzy chcą, aby nie wydawać w ich aptekach środków antykoncepcyjnych i prezerwatyw...
Moje zdanie jest takie - jeśli jest to niezgodne z sumieniem takiej osoby, to niech szuka innej pracy! Idąc na farmakologię decydowała się na to że będzie miała z czymś takim kontakt!
To nie jest w gestii aptekarzyka, aby decydować za lekarza!I nie zawsze chodzi o zapobieganie ciąży, co o leczenie stanów chorobowych poprzez dawki hormonów, i co? Taki Aptekarz powie, że on nie sprzeda takiego środka?
To tak jakby wojującego abstynenta zatrudnić w sklepie monopolowym, taki sam bezsens.
Niech tylko zobaczę taką aptekę! Nie tylko będę ją omijał z daleka, albo nie..specjalnie będę tam chodził po gumki i już sobie z takim sprzedawcą pogadam!
Tymczasem znów wracam do Radomia, bo z mama kiepsko i trzeba ją wspomóc choć psychicznie, bo rak nie tylko zżera ciało, umysł także...
-Czuwaj!-
22.02.2011
Dlaczego nie lubię kotów - spowiedź.
Znów zostałem wywołany do tablicy tematem nie lubienia kotów.
Sprawa jest dość szeroka i na pewno nie opiszę całości zjawiska, bo staram się tak pisać, abyście doczytali do końca.
Ad rem. Sprawa lubienia przez nas w ogóle zwierząt, jest ciekawostką w świecie, bo bardzo mocno zżyliśmy się z naszymi największymi pasożytami (już widzę jak emocjonalnie podchodzicie do słowa i okrzyk w myślach – jakie pasożyty!!!). Ale tak jest naprawdę. Wyobrażacie sobie, żeby gdzieś na świecie kot wyszedł na spacer z myszą, albo czapla hodowała rybki dla przyjemności!? Prawda, że niemożliwe? A u człowieka jednak tak. Mimo, że to my je udomowiliśmy, to jednak one mają z tego większe korzyści i na nas pasożytują.
Bardzo mocno emocjonalnie zżywamy się ze zwierzakami, choć ewolucyjnie nasza miłość do zwierząt jest równie absurdalna jak utrzymywanie przy życiu staruszków (kolejne ujadanie emocjonalne – jak on tak może pisać!) Ani jedno, ani drugie nie daje nam nic? A jednak daje – jest to właśnie znak szczególny naszego gatunku – tzw. szlachetność i altruizm. Te pojęcia są jak zawsze przereklamowane i o nich i ich związkach z matematyczną teorią gier, nie będę się rozwodził, jak ktoś zechce to sam może coś tu doda, lub sam poszuka rozwinięcia tematu i coś napisze? Lub na Facebooku, gdzie głównie się produkuję.
Powracając do tematu dlaczego nie lubię kotów. W pewnym sensie jest to kwestia naszej neotenii (uwielbiam to słowo) która jest najsilniejszym motorem postępowania naszych kobiet. Chodzi o to, że człowiek poprzez ewolucję wymaga bardzo długiego czasu opieki. (Dla kobiety to jest całe życie, dla mężczyzny ok. pierwszych 8 lat). Instynkt macierzyński zmusza kobiety, jeśli nie mają własnego potomstwa do tego aby miały jakiś substytut. I tu na scenę wchodzi kot i pies.
Kot – wielkie oczy jak u niemowlęcia, głos jak kwilenie niemowlęcia, czas życia – tyle co dzieciństwo człowieka. Koty wypracowały dźwięk który zmusza kobiety do dokarmiania kotów, piękna rzecz, zupełnie jak u kukułek zmuszających biedne ptaki innych gatunków do wykarmiania pasożyta we własnym gnieździe kosztem własnego życia.
Pies – w stosunku do wilka – stosunkowo wielkie oczy, opuszczone uszy i spłaszczony pysk. Wszystko po to aby udawać ludzkie niemowlę. Rozwój psychiczny – jak u trzylatka, nawet lepszy niż nasza relacja z szympansem, specjalny język używany do porozumiewania się z człowiekiem, a inny do komunikacji z innymi psami.
To ogólne wnioski dla kobiet. Dla facetów – kocie krzyki, tak samo jak kwilenie niemowlęcia, powodują ambiwalentne uczucia. Z jednej strony chcą dziecko przytulić, a z drugiej ukręcić mu kark, bo ten dźwięk jest w jego uszach taki sam jak zabijanego zwierzęcia. Dlatego faceci nie nadają się do zajmowania maluchami, tylko powinni wprowadzać dzieci już w dorosłe życie.
Innym socjologicznym uwarunkowaniem jest to, że nasze społeczeństwo z coraz bardziej słabymi więzami społecznymi, nielicznym potomstwem, nudą i samotnością – nadrabia braki emocjonalne trzymając stada psów i kotów, choć dotyczy to krajów uprzemysłowionych, bo np. w Azji kotów i psów nie kocha się, tylko się je zwyczajnie zjada.
Tu mamy problem, bo właśnie Wietnamczyk chce w Polsce otworzyć bar z psim i kocim mięsem, bo jest ono u nas łatwo dostępne. Już widzę konkwistę obrońców każdego życia, choć ja osobiście zjadłbym kawałek soczystej kociny! (Hi hi na złość wszystkim obrońcom ;-p )
Wiadomo, że zwierzęta działają stabilizująco emocjonalnie i zdrowotnie (ujemna jonizacja kociej sierści niestety jest mitem, ale głaskanie zwierzęcia nas odpręża).
Podsumowując:
Problem w tym, że kobiety potrzebują uczucia, a faceci komunikacji, stąd kobiety wolą koty, bo nadają na podobnych "falach", a faceci wolą psy jako kompana do polowań i do komunikacji, jak również ważna jest u faceta hierarchia, wiec on wie, że pies sie podda i będzie służył, a kot nie, a nie lubimy tego co sie nam nie poddaje.
Dlatego ja nie tyle nie lubię kotów, co uważam, że nasza wzajemna komunikacja jest za słaba i zostawiam ją kobietom jako podobny poziom rozwoju (hi hi, bez obrazy, tak mi się napisało!). Na Facebooku też napisałem, że kobiety utożsamiają się ze swoimi kotami z racji chęci bycia postrzeganymi jako niedostępne i niezależne, lub za zasłoną kota leczą swe kompleksy szarych myszek, a ja i jednych i drugich kobiet się boję, bo są dla mnie zbyt odległe jak chodzi o postrzeganie świata.
- Mądremu wystarczy napomknąć, a głupiego nawet biciem się nie nauczy… -
Sprawa jest dość szeroka i na pewno nie opiszę całości zjawiska, bo staram się tak pisać, abyście doczytali do końca.
Ad rem. Sprawa lubienia przez nas w ogóle zwierząt, jest ciekawostką w świecie, bo bardzo mocno zżyliśmy się z naszymi największymi pasożytami (już widzę jak emocjonalnie podchodzicie do słowa i okrzyk w myślach – jakie pasożyty!!!). Ale tak jest naprawdę. Wyobrażacie sobie, żeby gdzieś na świecie kot wyszedł na spacer z myszą, albo czapla hodowała rybki dla przyjemności!? Prawda, że niemożliwe? A u człowieka jednak tak. Mimo, że to my je udomowiliśmy, to jednak one mają z tego większe korzyści i na nas pasożytują.
Bardzo mocno emocjonalnie zżywamy się ze zwierzakami, choć ewolucyjnie nasza miłość do zwierząt jest równie absurdalna jak utrzymywanie przy życiu staruszków (kolejne ujadanie emocjonalne – jak on tak może pisać!) Ani jedno, ani drugie nie daje nam nic? A jednak daje – jest to właśnie znak szczególny naszego gatunku – tzw. szlachetność i altruizm. Te pojęcia są jak zawsze przereklamowane i o nich i ich związkach z matematyczną teorią gier, nie będę się rozwodził, jak ktoś zechce to sam może coś tu doda, lub sam poszuka rozwinięcia tematu i coś napisze? Lub na Facebooku, gdzie głównie się produkuję.
Powracając do tematu dlaczego nie lubię kotów. W pewnym sensie jest to kwestia naszej neotenii (uwielbiam to słowo) która jest najsilniejszym motorem postępowania naszych kobiet. Chodzi o to, że człowiek poprzez ewolucję wymaga bardzo długiego czasu opieki. (Dla kobiety to jest całe życie, dla mężczyzny ok. pierwszych 8 lat). Instynkt macierzyński zmusza kobiety, jeśli nie mają własnego potomstwa do tego aby miały jakiś substytut. I tu na scenę wchodzi kot i pies.
Kot – wielkie oczy jak u niemowlęcia, głos jak kwilenie niemowlęcia, czas życia – tyle co dzieciństwo człowieka. Koty wypracowały dźwięk który zmusza kobiety do dokarmiania kotów, piękna rzecz, zupełnie jak u kukułek zmuszających biedne ptaki innych gatunków do wykarmiania pasożyta we własnym gnieździe kosztem własnego życia.
Pies – w stosunku do wilka – stosunkowo wielkie oczy, opuszczone uszy i spłaszczony pysk. Wszystko po to aby udawać ludzkie niemowlę. Rozwój psychiczny – jak u trzylatka, nawet lepszy niż nasza relacja z szympansem, specjalny język używany do porozumiewania się z człowiekiem, a inny do komunikacji z innymi psami.
To ogólne wnioski dla kobiet. Dla facetów – kocie krzyki, tak samo jak kwilenie niemowlęcia, powodują ambiwalentne uczucia. Z jednej strony chcą dziecko przytulić, a z drugiej ukręcić mu kark, bo ten dźwięk jest w jego uszach taki sam jak zabijanego zwierzęcia. Dlatego faceci nie nadają się do zajmowania maluchami, tylko powinni wprowadzać dzieci już w dorosłe życie.
Innym socjologicznym uwarunkowaniem jest to, że nasze społeczeństwo z coraz bardziej słabymi więzami społecznymi, nielicznym potomstwem, nudą i samotnością – nadrabia braki emocjonalne trzymając stada psów i kotów, choć dotyczy to krajów uprzemysłowionych, bo np. w Azji kotów i psów nie kocha się, tylko się je zwyczajnie zjada.
Tu mamy problem, bo właśnie Wietnamczyk chce w Polsce otworzyć bar z psim i kocim mięsem, bo jest ono u nas łatwo dostępne. Już widzę konkwistę obrońców każdego życia, choć ja osobiście zjadłbym kawałek soczystej kociny! (Hi hi na złość wszystkim obrońcom ;-p )
Wiadomo, że zwierzęta działają stabilizująco emocjonalnie i zdrowotnie (ujemna jonizacja kociej sierści niestety jest mitem, ale głaskanie zwierzęcia nas odpręża).
Podsumowując:
Problem w tym, że kobiety potrzebują uczucia, a faceci komunikacji, stąd kobiety wolą koty, bo nadają na podobnych "falach", a faceci wolą psy jako kompana do polowań i do komunikacji, jak również ważna jest u faceta hierarchia, wiec on wie, że pies sie podda i będzie służył, a kot nie, a nie lubimy tego co sie nam nie poddaje.
Dlatego ja nie tyle nie lubię kotów, co uważam, że nasza wzajemna komunikacja jest za słaba i zostawiam ją kobietom jako podobny poziom rozwoju (hi hi, bez obrazy, tak mi się napisało!). Na Facebooku też napisałem, że kobiety utożsamiają się ze swoimi kotami z racji chęci bycia postrzeganymi jako niedostępne i niezależne, lub za zasłoną kota leczą swe kompleksy szarych myszek, a ja i jednych i drugich kobiet się boję, bo są dla mnie zbyt odległe jak chodzi o postrzeganie świata.
- Mądremu wystarczy napomknąć, a głupiego nawet biciem się nie nauczy… -
30.01.2011
Kilka słów o Grypie...
Jak co roku w tych miesiącach, bardziej lub mniej jesteśmy narażeni na atak wirusów i bakterii.
W naszych terenach nie ma takich zabójców jak wirus Ebola itp, ale grypa też jest całkiem dobrym żniwiarzem i odstrzeliwuje słabsze jednostki, które my podtrzymujemy antybiotykami i szczepionkami.
Nie mówię NIE, ani jednym ani drugim, ale jestem na TAK, aby jednak to ludzkie śmietnisko trochę przetrzebić.
Sam jestem tak samo jak inn,i na to narażony, przeleżałem własnie podwójny atak jaki na mnie przypuszczono i jakoś, mam nadzieje, że po raz kolejny mi się uda wyzdrowieć.
Sama grypa jest chorobą odzwierzęcą, którą nabyliśmy od Kaczek. Teraz nas straszą, że już pojawiła się mutacja normalnej grypy ze świńską, wyjątkowo trudno poddającą się leczeniu.
Ale zdajcie sobie sprawę, że jak średnio wyliczono, dziennie jesteśmy atakowani przez podobne świństwa, ponad 700 tyś razy na dobę! Więc i tak nasz układ immunologiczny ma co robić.
Ale co do plusów grypy. Poza tym, że nam trochę przetrzebia nasze egocentryczne środowisko, dzięki temu, doceńcie, że to was uodparnia na bardziej zjadliwe ataki innych odmian wirusów i chorób przez nie przenoszonych!
Więc czasem warto te parę dni przemęczyć się po to, aby mieć spokój dalej.
Jak zawsze muszę opluć nasze sterylizowane higieną uwarunkowania życia. Mianowicie, jak wam się zdaje, po co obgryzamy paznokcie?
Nerwica!? Otóż nie tylko. Paznokcie to świetne źródło keratyny i wapna łatwo przyswajalnego! Dlatego obgryzanie może nam podnieść odporność, a nie bzdurna Activia z bakteriami, które same się nam namnażają w żołądku i niewiele mają o odpornością wspólnego.
(Danone w stanach musi zapłacić 21 mln dolarów za oszustwo, bo nie wykazano jakichkolwiek czynników odpornościowych w ich produktach.)
Wracając do paznokci - przy okazji obgryzania, także trochę różnych drobiazgów spod tych paznokci, też się znajdzie w naszym organizmie, co może, choć nie musi, także być naszym czynnikiem wzmacniającym odporność.
No i drugi, mało higieniczny czynnik - dłubanie w nosie i kozy.
Dzieciom się wmawia jakie to nie higieniczne i obrzydliwe, no ok, nie wygląda to apetycznie, i takie nieapetyczne właśnie ma być!( o tym innym razem)
Bo właśnie takie dłubanie dla dzieci jest podstawą, aby ich organizm poznał czynniki środowiskowe na które powinien się uodpornić!
Tak więc reasumując, nie psioczcie tak na te zaziębienia i grypę, bo często lekkie zachorowanie ustrzega was przed konsekwencjami i powikłaniami.
Z zasmarkanym pozdrowieniem.
Wasz Bestia
W naszych terenach nie ma takich zabójców jak wirus Ebola itp, ale grypa też jest całkiem dobrym żniwiarzem i odstrzeliwuje słabsze jednostki, które my podtrzymujemy antybiotykami i szczepionkami.
Nie mówię NIE, ani jednym ani drugim, ale jestem na TAK, aby jednak to ludzkie śmietnisko trochę przetrzebić.
Sam jestem tak samo jak inn,i na to narażony, przeleżałem własnie podwójny atak jaki na mnie przypuszczono i jakoś, mam nadzieje, że po raz kolejny mi się uda wyzdrowieć.
Sama grypa jest chorobą odzwierzęcą, którą nabyliśmy od Kaczek. Teraz nas straszą, że już pojawiła się mutacja normalnej grypy ze świńską, wyjątkowo trudno poddającą się leczeniu.
Ale zdajcie sobie sprawę, że jak średnio wyliczono, dziennie jesteśmy atakowani przez podobne świństwa, ponad 700 tyś razy na dobę! Więc i tak nasz układ immunologiczny ma co robić.
Ale co do plusów grypy. Poza tym, że nam trochę przetrzebia nasze egocentryczne środowisko, dzięki temu, doceńcie, że to was uodparnia na bardziej zjadliwe ataki innych odmian wirusów i chorób przez nie przenoszonych!
Więc czasem warto te parę dni przemęczyć się po to, aby mieć spokój dalej.
Jak zawsze muszę opluć nasze sterylizowane higieną uwarunkowania życia. Mianowicie, jak wam się zdaje, po co obgryzamy paznokcie?
Nerwica!? Otóż nie tylko. Paznokcie to świetne źródło keratyny i wapna łatwo przyswajalnego! Dlatego obgryzanie może nam podnieść odporność, a nie bzdurna Activia z bakteriami, które same się nam namnażają w żołądku i niewiele mają o odpornością wspólnego.
(Danone w stanach musi zapłacić 21 mln dolarów za oszustwo, bo nie wykazano jakichkolwiek czynników odpornościowych w ich produktach.)
Wracając do paznokci - przy okazji obgryzania, także trochę różnych drobiazgów spod tych paznokci, też się znajdzie w naszym organizmie, co może, choć nie musi, także być naszym czynnikiem wzmacniającym odporność.
No i drugi, mało higieniczny czynnik - dłubanie w nosie i kozy.
Dzieciom się wmawia jakie to nie higieniczne i obrzydliwe, no ok, nie wygląda to apetycznie, i takie nieapetyczne właśnie ma być!( o tym innym razem)
Bo właśnie takie dłubanie dla dzieci jest podstawą, aby ich organizm poznał czynniki środowiskowe na które powinien się uodpornić!
Tak więc reasumując, nie psioczcie tak na te zaziębienia i grypę, bo często lekkie zachorowanie ustrzega was przed konsekwencjami i powikłaniami.
Z zasmarkanym pozdrowieniem.
Wasz Bestia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
